- Nie wiem dlaczego Ci nie powiedziałam. Nie potrafiłam sobie wybaczyć, że Cię tu zostawiam. Przepraszam Cię - ze łzami w oczach tłumaczyła się Andrea
- Ale przecież możesz mi wszystko powiedzieć. Co było powodem Twojej decyzji?
- Chcę zostawić to bagno. Chcę nowego, lepszego życia.
- I sądziłaś, że znajdziesz je beze mnie? - udało mi się wywołać na twarzy lekki uśmiech
- Oczywiście, że nie. Wiem, że zabrzmi to super nie miło i w ogóle, ale ważne że tu jesteś. - powiedziała i mocno przytuliła Cala.
Chłopak objął ją mocno i pocałował w czoło
- Ale nigdy nic nie ukrywaj przede mną dobrze?
- Obiecuje. A teraz leć się postarać o bilet. Może się uda.
- Dobrze - jeszcze raz mocno ją przytulił i pomknął do kas, aby nabyć przepustkę na samolot.
Gdy siedzieli już w samolocie nie mogli uwierzyć, że razem lecą do Australii.
- Jak myślisz? Jak tam będzie? - przerwał ciszę chłopak
- Mam nadzieję, że niesamowicie, że poznam wspaniałych ludzi... nie ukrywam, że będę szukała wielkiej miłości - zaśmiała się cicho
- Racja w sumie też by mi się przydało kogoś znaleźć. Ray strasznie mnie zranił - powiedział Calvin ze smutkiem i zwiesił głowę.
Andrea położyła swoją dłoń na jego i pocałowała w policzek:
- Ray to gówniarz bez uczuć. W Australii będzie lepiej, obiecuję Ci to.
- Ufam Ci i jak nie będzie jak mówisz to... - uciął na chwilę - w sumie nie wiem co.
Roześmiali się głośno, Calvin położył głowę na kolanach przyjaciółki, a ta zaczęła głaskać go po głowie. Odpłynął w głęboki sen, a Andre rozmyślała o życiu jakie ją czeka. Po kilku godzinach samolot wreszcie wylądował. Dziewczyna była bardzo szczęśliwa.
- Kochanie, wstawaj. Już jesteśmy.
- Oj mamo jeszcze 5 minut - z uśmiechem odpowiedział - To już tu? Adelaide?
- Nie, to Moskwa. Porwali nas jak spałeś.
- Ojej no to nie fajnie - odparł, przeciągając się - Ciotka wie, że przyjeżdżasz ze mną?
- Pokój jest duży, więc jest miejsce. Po za tym nie może Cię tu zostawić. Choć, idziemy!
Wstali i wyszli z samolotu. Od razu uderzyła ich fala ciepła.
- Ciocia!!! - wrzasnęła Andrea kiedy ujrzała członkinię rodziny
- Andrea kochanie! Już myślałam, że ten samolot nigdy nie wyląduje.
Dziewczyny podbiegły do siebie i mocno się przytuliły. Ciocia zerknęła na Calvina.
- Widzę, że przyleciałaś z jakimś przystojnym młodzieńcem - rzekła ciotka
Chłopak zarumienił się:
- Dzień dobry pani - powiedział z uśmiechem
- HoHoHo żadna pani! Aż taka stara nie jestem, możesz mówić do mnie ciociu.
Calvin uśmiechną się szeroko.
W drodze do domu cioci Andrea oglądała przez okno piękne krajobrazy. Była zachwycona australijskimi domami. Skręcali właśnie w Bass Court. Cal na czerwonym podjeździe jednego z domów zobaczył dwóch chłopców. Strasznie spodobał mu się jeden z nich. Zanim się zorientował zatrzymali się w domu na przeciwko.
- Wysiadamy! Weźcie bagaże i rozgośćcie się - powiedziała ciocia podając dziewczynie klucze do domu - muszę coś załatwić. W piekarniku czeka pizza, pokój na górze jest Wasz. Jeśli chcecie wyjdźcie potem na miasto. Papa - powiedziała i odjechała
Nastolatkowie pomachali jej na pożegnanie i wzięli walizki. Calvin zerknął jeszcze raz na podwórko na przeciwko - chłopiec który mu się spodobał właśnie na niego patrzał i uśmiechnął się. Osiemnastolatek odwzajemnił uśmiech i wszedł do domu. W środku pachniało pizzą.
- Mniam czuję wyżerkę!
- Potwierdzam dane - odpowiedział Cal i roześmiali się oboje.
Wzięli walizki i powędrowali do góry, po czym udali się wąskim korytarzem do pierwszych otwartych drzwi.
- To musi być ten pokój - stwierdziła Andrea
Chłopak przytaknął i podszedł do okna. Kiedy wyjrzał nie mógł uwierzyć - był stąd doskonały widok na podwórko tego pięknego chłopca. Dziewczyna spojrzała na niego i podeszła
- No kogóż ty tam takiego pięknego widzisz, co?
- Nikogo - powiedział z uśmiechem
- Tego w blondasa czy czarnego?
- Czarnego.
- I na co my czekamy? Zaprośmy ich do nas.
- Jesteś pewna? A jak on się wystraszy, że jestem... pedałem?
- Nie pedałuj mi tu tylko chodź - odpowiedziała Andrea i wziąwszy Cala za rękę pobiegli do nieznajomych.
Kiedy dwójka przyjaciół otworzyła drzwi, usłyszała krzyki.
Marcus
Leżał na podjeździe i patrzył jak Eric i Dylan biją Damona. Czuł na odcinku między nosem a ustami jakąś ciecz. Dotknął i zobaczył krew.
- "Czemu jestem taki słaby, czemu nie potrafię go obronić" - obwiniał się chłopak
Kątem oka dojrzał ruch na ganku, domu na przeciwko. Powieki stawały się cięższe, aż w końcu stracił przytomność. Kiedy otworzył oczy czuł, że ktoś go niesie. Spojrzał i zobaczył chłopca na około siedemnaście-osiemnaście lat z brązowymi włosami. Koło niego szła nieziemsko piękna dziewczyna o miętowych włosach, która prowadziła poturbowanego Damona.
- Damon! - wzdrygnął się
- Hej chłopie, spokojnie. Uwierz mi Twój przyjaciel jest w dobrych rękach - powiedział nieznajomy, a jego koleżanka uśmiechnęła się
- Postawisz mnie?
Zdziwiony chłopak postawił Marcusa.
- Powie mi ktoś co się stało? - zapytał ledwo trzymając się na nogach
- Chcemy wam pomóc, po pierwsze trzeba wytrzeć Ci krew spod nosa - powiedziała dziewczyna dotykając go w miejsce gdzie ciekła krew - a po drugie chcemy, abyście zjedli z nami pizze i... chcemy się zaprzyjaźnić. - dokończyła
Spojrzał na nią badawczo:
- No dobrze... jestem Marcus, Marcus Main i mieszkam jak widać na przeciwko Was.
- Ja jestem Andrea a to Calvin.
- Ja jestem Damon Saffie, miło was poznać - powiedział uśmiechając się do Cala i podając mu rękę na powitanie
Calvin uśmiechnął się ponętnie i odpowiedział na gest chłopca. Marcus spojrzał na Andree, która właśnie patrzyła na niego ze słodkim uśmiechem. Chłopak nieśmiale spojrzał i uśmiechnął się.
- To jak? Wchodzicie?
Damon i Marcus spojrzeli i równo przytaknęli. Kiedy weszli Andrea poprosiła Cala, aby zajął się malcem. Nie trzeba było mu dwa razy powtarzać - wziął małego za rękę i poprowadził do kuchni gdzie posadził go na blacie i zaczęli dyskutować.
- Usiądź tam - powiedziała Andrea do Marcusa i oddaliła się
Chłopak posłuchał. Po 2 minutach wróciła z wodą utlenioną i chusteczkami.
- Pięknie broniłeś przyjaciela. Zadziwiające, że się nie bałeś. Twoja dziewczyna na pewno czuję się przy Tobie bezpiecznie. - powiedziała dziewczyna, zmywając krew spod nosa.
- Ale ja nie mam dziewczyny. Damon jest jak młodszy brat. Kocham go i nie pozwolę, aby mu się coś stało.
- Rozumiem Cię. Calvin też nie miał łatwo. Ludzie poniżali go, bo jest gejem.
- Wydaje mi się że Damoś też - z uśmiechem powiedział.
- Mów mi Andre, tak nazywają mnie przyjaciele.
- Dobrze, Andre - powiedział - a jak mnie będziesz nazywać?
- Hm... jesteś Marcus Main... może Marc?
- Dobrze. Brzmi ładnie.
- Powiadasz, że Damon też jest gejem? Może on i Calvin będą razem?
Marcus wychylił się i uśmiechnął szeroko.
- Chyba przewidujesz przyszłość
Andrea odwróciła się i zobaczyła jak Cal i Dam przytulają się czule
- Słodko razem wyglądają, czyż nie?
- Bardzo. Wybacz za moją wścibskość, ale czy ty masz chłopaka?
- Nie.
- A chcesz mieć?
Andrea spojrzała na niego i usiadła na kanapie. Marcus spojrzał na nią
- "Czyżbym ją zranił? No kurwa! Jeszcze nawet nie spróbowałeś zaprosić jej na randkę i już? Ty idioto!" - myślał Marcus kiedy nagle odezwała się Andrea. Była bliska płaczu:
- Wiesz powiem Ci, że to jeden z moich powodów przybycia do Australii.... każdy z chłopaków których miałam bawił się mną. Najpierw się w nim zakochiwałam i byłam gotowa zrobić wszystko,a potem on wyrzucał mnie jak jakąś starą puszkę czy coś.
Marcus nieśmiale objął ją ramieniem i przysunął do siebie:
- Nie byli Ciebie warci
- No tak, ale kto jest... - zwróciła twarz w jego stronę i tylko 5cm dzieliło ich czubki nosów,
- Hej gołąbki! - krzyknął Calvin z kuchni - uraczycie nas swoją obecnością?
Damon zaśmiał się, stanął na palcach i dał osiemnastolatkowi buziaka w policzek. Cal wziął go na ręce i czule pocałował w usta. Miał przeczucie, że Damon czuje się w jego objęciach bezpiecznie. Czuł jak chłopiec wtula się w niego mocno. Calvin posadził go znów na blacie i rozłożył pizze. Andrea i Marcus podeszli i oboje wyciągali ręko po ten sam talerz. Kiedy chłopak poczuł, że dotknął jej dłoni szybko zabrał swoją. Andre spojrzała na niego swoim troskliwym wzorkiem. Marc choć wiedział, że na niego patrzy nie pozwolił, aby jej wzrok spotkał jego wzrok.
Minęły 3 godziny podczas których czwórka przyjaciół świetnie się bawiła. Między Calvinem i Damonem narodziła się silna więź, co poskutkowało, że malec został u nich na noc. Kiedy oboje byli już na górze, Andrea odprowadziła Marcusa do domu.
- Świetnie się bawiłam.
- Ja też. - uśmiechnął się
- Może spotkamy się jutro? Przyjedziesz do nas na śniadanie?
- A mogę? - zapytał chłopak ze zdziwieniem zmieszanym z radością
- No pewnie.
- Dziękuję bardzo.
Nagle usłyszeli jak ktoś wychodzi z domu Marcusa. Chłopak odwrócił głowę, a do oczu zaczęły napływać łzy. W drzwiach stał tęgi mężczyzna w podartym podkoszulku. W ręce miał piwo i gazetę.
- GDZIE TY SIĘ SZLAJASZ SMARKACZU?! DO DOMU! ALE JUŻ!
Marc ze spuszczoną głową odszedł. Andrea spojrzała za nim. Było jej chłopaka żal.
- Lafiryndy sobie do domu sprowadzasz? Co ty sobie myślisz? Lepiej, abym nie znalazł żelazka!
Przerażona Andrea pobiegła do domu. Nie odwracała się, ale oczy miała pełne łez. Bała się o Marcusa... o jej Marcusa.
- "Czemu jestem taki słaby, czemu nie potrafię go obronić" - obwiniał się chłopak
Kątem oka dojrzał ruch na ganku, domu na przeciwko. Powieki stawały się cięższe, aż w końcu stracił przytomność. Kiedy otworzył oczy czuł, że ktoś go niesie. Spojrzał i zobaczył chłopca na około siedemnaście-osiemnaście lat z brązowymi włosami. Koło niego szła nieziemsko piękna dziewczyna o miętowych włosach, która prowadziła poturbowanego Damona.
- Damon! - wzdrygnął się
- Hej chłopie, spokojnie. Uwierz mi Twój przyjaciel jest w dobrych rękach - powiedział nieznajomy, a jego koleżanka uśmiechnęła się
- Postawisz mnie?
Zdziwiony chłopak postawił Marcusa.
- Powie mi ktoś co się stało? - zapytał ledwo trzymając się na nogach
- Chcemy wam pomóc, po pierwsze trzeba wytrzeć Ci krew spod nosa - powiedziała dziewczyna dotykając go w miejsce gdzie ciekła krew - a po drugie chcemy, abyście zjedli z nami pizze i... chcemy się zaprzyjaźnić. - dokończyła
Spojrzał na nią badawczo:
- No dobrze... jestem Marcus, Marcus Main i mieszkam jak widać na przeciwko Was.
- Ja jestem Andrea a to Calvin.
- Ja jestem Damon Saffie, miło was poznać - powiedział uśmiechając się do Cala i podając mu rękę na powitanie
Calvin uśmiechnął się ponętnie i odpowiedział na gest chłopca. Marcus spojrzał na Andree, która właśnie patrzyła na niego ze słodkim uśmiechem. Chłopak nieśmiale spojrzał i uśmiechnął się.
- To jak? Wchodzicie?
Damon i Marcus spojrzeli i równo przytaknęli. Kiedy weszli Andrea poprosiła Cala, aby zajął się malcem. Nie trzeba było mu dwa razy powtarzać - wziął małego za rękę i poprowadził do kuchni gdzie posadził go na blacie i zaczęli dyskutować.
- Usiądź tam - powiedziała Andrea do Marcusa i oddaliła się
Chłopak posłuchał. Po 2 minutach wróciła z wodą utlenioną i chusteczkami.
- Pięknie broniłeś przyjaciela. Zadziwiające, że się nie bałeś. Twoja dziewczyna na pewno czuję się przy Tobie bezpiecznie. - powiedziała dziewczyna, zmywając krew spod nosa.
- Ale ja nie mam dziewczyny. Damon jest jak młodszy brat. Kocham go i nie pozwolę, aby mu się coś stało.
- Rozumiem Cię. Calvin też nie miał łatwo. Ludzie poniżali go, bo jest gejem.
- Wydaje mi się że Damoś też - z uśmiechem powiedział.
- Mów mi Andre, tak nazywają mnie przyjaciele.
- Dobrze, Andre - powiedział - a jak mnie będziesz nazywać?
- Hm... jesteś Marcus Main... może Marc?
- Dobrze. Brzmi ładnie.
- Powiadasz, że Damon też jest gejem? Może on i Calvin będą razem?
Marcus wychylił się i uśmiechnął szeroko.
- Chyba przewidujesz przyszłość
Andrea odwróciła się i zobaczyła jak Cal i Dam przytulają się czule
- Słodko razem wyglądają, czyż nie?
- Bardzo. Wybacz za moją wścibskość, ale czy ty masz chłopaka?
- Nie.
- A chcesz mieć?
Andrea spojrzała na niego i usiadła na kanapie. Marcus spojrzał na nią
- "Czyżbym ją zranił? No kurwa! Jeszcze nawet nie spróbowałeś zaprosić jej na randkę i już? Ty idioto!" - myślał Marcus kiedy nagle odezwała się Andrea. Była bliska płaczu:
- Wiesz powiem Ci, że to jeden z moich powodów przybycia do Australii.... każdy z chłopaków których miałam bawił się mną. Najpierw się w nim zakochiwałam i byłam gotowa zrobić wszystko,a potem on wyrzucał mnie jak jakąś starą puszkę czy coś.
Marcus nieśmiale objął ją ramieniem i przysunął do siebie:
- Nie byli Ciebie warci
- No tak, ale kto jest... - zwróciła twarz w jego stronę i tylko 5cm dzieliło ich czubki nosów,
- Hej gołąbki! - krzyknął Calvin z kuchni - uraczycie nas swoją obecnością?
Damon zaśmiał się, stanął na palcach i dał osiemnastolatkowi buziaka w policzek. Cal wziął go na ręce i czule pocałował w usta. Miał przeczucie, że Damon czuje się w jego objęciach bezpiecznie. Czuł jak chłopiec wtula się w niego mocno. Calvin posadził go znów na blacie i rozłożył pizze. Andrea i Marcus podeszli i oboje wyciągali ręko po ten sam talerz. Kiedy chłopak poczuł, że dotknął jej dłoni szybko zabrał swoją. Andre spojrzała na niego swoim troskliwym wzorkiem. Marc choć wiedział, że na niego patrzy nie pozwolił, aby jej wzrok spotkał jego wzrok.
Minęły 3 godziny podczas których czwórka przyjaciół świetnie się bawiła. Między Calvinem i Damonem narodziła się silna więź, co poskutkowało, że malec został u nich na noc. Kiedy oboje byli już na górze, Andrea odprowadziła Marcusa do domu.
- Świetnie się bawiłam.
- Ja też. - uśmiechnął się
- Może spotkamy się jutro? Przyjedziesz do nas na śniadanie?
- A mogę? - zapytał chłopak ze zdziwieniem zmieszanym z radością
- No pewnie.
- Dziękuję bardzo.
Nagle usłyszeli jak ktoś wychodzi z domu Marcusa. Chłopak odwrócił głowę, a do oczu zaczęły napływać łzy. W drzwiach stał tęgi mężczyzna w podartym podkoszulku. W ręce miał piwo i gazetę.
- GDZIE TY SIĘ SZLAJASZ SMARKACZU?! DO DOMU! ALE JUŻ!
Marc ze spuszczoną głową odszedł. Andrea spojrzała za nim. Było jej chłopaka żal.
- Lafiryndy sobie do domu sprowadzasz? Co ty sobie myślisz? Lepiej, abym nie znalazł żelazka!
Przerażona Andrea pobiegła do domu. Nie odwracała się, ale oczy miała pełne łez. Bała się o Marcusa... o jej Marcusa.
Bardzo udany rozdział , bardzo mnie zaintrygował i zachęci do dalszego czytania masz niebywały talent , nie przestawaj pisać , szkoda aby taki talent się zmarnował , jak już pisałam kocham twoje opowiadanie i jest genialne < 3 . Twoja stała czytelniczka K.
OdpowiedzUsuń