wtorek, 18 grudnia 2012

~ 3 ~

- Poznała ojczyma Marcusa, to pewne. - stwierdził Damon
- Aż tak źle? - zapytał Calvin
Ze łzami w oczach Andrea krzyknęła:
- Okropnie!! On mówił coś o żelazku! Co on mu teraz robi!?
Damon zwiesił głowę:
- Jeśli znajdzie żelazko będzie go bił kablem...
- CO?! - zapytali chórem Cal i Andre
- Tak... kiedy wracał pijany do domu i Marcus słyszał jego głos zawsze całował mnie w czoło i kazał mi się chować pod łóżko... i ja tylko widziałem ten kabel, i ich nogi. I potem ściągał koszulkę i po 5 minutach padał na ziemię. Widziałem jakie ma siniaki. Żebra, plecy, brzuch jak się nadarza okazja to nogi też. Kiedyś upadł twarzą w moją stronę... była okropna... był blady, oblany potem, z oczu leciały łzy a zdarzała się strużka krwi z ust.
- To okropne! Tak nie może być! - Andrea wstała i podeszła do okna - On tam jest teraz! I cierpi! Nie pozwolę na to!
- I co ty zrobisz? Widziałaś go tak? On jest dwa razy taki jak ty!
- Popieram Damona.... nie możesz tam iść.
- Pójdę! - powiedziała stanowczo dziewczyna - i pójdę tam teraz
Tak szybko jak Cal otworzył usta by coś powiedzieć tak szybko usłyszał trzaśnięcie drzwi.

Marcus
Znów leżał... bezbronny, prawie nagi, posiniaczony... powoli tracił już przytomność. Nie chciał żyć. Cieszył się, że poznał Andree.... ale teraz chciał umrzeć... nie chciał czuć bólu. Nagle usłyszał dzwonek do drzwi. Usłyszał marudzenie ojczyma, który wyszedł by otworzyć. Leżał... nie miał sił by wstać, nagle okno zaczęło się otwierać. Zobaczył Andree.
- Co... ty... tu... robisz.... - mówił cicho i wolno
- Ciii.... wszystko będzie dobrze - powiedziała głaszcząc go po głowie.
Podbiegła do drzwi i cicho zamknęła na klucz. Wzięła pierwszą lepszą torbę i plecak i zaczęła pakować rzeczy chłopaka. On obserwował ją. Bał się, że drzwi nie wytrzymają kiedy ojczym zacznie w nie walić. Nie minęło pół minuty zaczęło się dobijanie. Andrea spojrzała w kierunku drzwi i zaczęła szybciej pakować. Cicho wystawiła bagaże przez okno. Pomogła Marcusowi się ubrać i wyjść przez okno. Doprowadziła go na ganek i kazała poczekać. Siedział i patrzył jak się oddala. Nie mógł wyjść z zachwytu. Po paru sekundach biegła już z plecakiem i torbą. Otworzyła drzwi, wrzuciła je i wprowadziła poturbowanego Marcusa.
- Marcus! - krzyknął Damon
- Cześć maluchu - poczochrał przyjaciela po włosach i zemdlał.

1 komentarz:

  1. bardzo poruszający rozdział , aż łza się w oku zakręciła , masz talent dziewczyno nie bywały talent , rzadko się zdarza że jak coś czytam płyną łzy i to są łzy pełne zachwytu i twojego niebywałego talentu , nie przestawaj pisać twoja stała czytelniczka K.

    OdpowiedzUsuń