Podczas, gdy Calvin i Damon przyrządzali śniadanie, Andrea siedziała na górze z Marcusem. Chłopaki w kuchni zachowywali się tak głośno, że słychać ich było chyba w całej Adealidzie. Dziewczyna zamknęła drzwi. Usłyszała stękanie Marca. Odwróciła się i zobaczyła jak siada na łóżku. Nie mogła uwierzyć. Na plecach chyba nie było wolnego skrawka skóry bez siniaków. Wszędzie widać było różowo-fioletowy odcień.
- Zdurłeś?! Masz leżeć - podbiegła i powoli położyła chłopaka
- Nie muszę już. Jest okej.
- No oczywiście. Najlepiej słychać to kiedy stękasz przy nawet najdrobniejszym ruchu.
Chłopak spojrzał na nią smutny:
- Wybacz mi, że musiałaś to zobaczyć.
- Przestań, ja.... - próbowała coś powiedzieć, ale na nic
- Nie, nie przestań. Zobaczyłaś jego jak mnie katuje, sama mogłaś nie wyjść z tego cało. Naraziłem Cię...
-NIE! CICHO BĄDŹ! - stanowczo mu przerwała - zrobiłam to, bo tak zachowują się przyjaciele! Rozumiesz?
Chłopak przytaknął.
- Dziękuję Ci. Chciałbym Cię przytulić, ale... nie uda mi się to.
Andrea uśmiechnęła się i pocałowała go w czoło. Delikatnie pogładziła go po policzku.Chłopak uśmiechnął się i stękając dotknął jej ręki na jego policzku. Z oczy pociekły mu łzy. Andrea wytarła je rękawem bluzy.
- Będzie dobrze. Zamieszkasz tutaj. Ciocia musiała pilnie wyjechać, więc dom nasz. Calvin, Damon, ty i ja. Czwórka przyjaciół. Na zawsze.
- Połóż się przy mnie - poprosił Marcus
Andrea wstała okrążyła łóżko i delikatnie położyła się na łóżku, układając głowę blisko głowy Marca. Chłopak obrócił się w jej stronę z wielkim bólem i przysunął ją do siebie wsuwając ręce pod jej bluzkę i gładząc ją po plecach. Oparł brodę o jej głowę. Andre delikatnie zaczęła dotykać jego posiniaczonych pleców. Widziała fioletowe siniaki na żebrach.
- Śniadanko! - zawołał Damon
Andrea uśmiechnęła się:
- Dasz radę zejść na dół?
- Dla Ciebie wszystko.
Szli wolno korytarzem. Każdy krok dostarczał Marcusowi co raz mocniejszego bólu. Nie dał rady nawet ubrać spodni. Szli razem ona ubrana w męską koszulkę od Boy London i granatowe spodenki, on w czerwonych bokserkach i białej koszulce. Kiedy zobaczył ich Calvin szybko podbiegł i pomógł Marcusowi. Andrea stanęła przed lustrem i spięła swoje miętowy włosy w kok.
- To co jemy?
- Specjalność mojego małego szefa.
Damon obrócił się, na jego "fartuszku" było napisane "Pocałuj szefa". Cal uśmiechnął się i powiedział:
- Nie wiecie nawet ile całusów mu dziś już sprzedałem. - powiedział, podszedł do Damona, posadził go na blacie i zaczął namiętnie całować gładząc go przy tym po nogach.
Andrea spojrzała na Marcusa, który zwiesił głowę. Podeszła do niego od tyłu i pocałowała w policzek. Po czym wzięła talerze i rozłożyła.
- Ktoś tu jest głodny... gołąbki!
Cal i Damon spojrzeli się na nią i roześmiali się. Marcus dalej siedział ze zwieszoną głową. Wtem rozległo się głośne pukanie do drzwi. Marc jak oparzony wzdrygnął się.
- To on - powiedział ze łzami w oczach
Cała czwórka wymieniła przerażone spojrzenia. Nagle drzwi otworzyły się a do domu wpadł wściekły ojczym Marcusa. Chłopak siedział bez ruchu. Tak jakby czekał na zadany mu cios. Andrea próbowała go zatrzymać, ale odepchnął ją co skończyło się tym , że upadła na podłogę z mocnym uderzeniem w głowę. Calvin podjął szybką decyzję - wziął Damona na ręce i wybiegł na ganek gdzie zostawił malucha i wrócił do domu.
- Pomogła Ci ta Twoja paniusia, ale ja Cię zawsze znajdę.
Podszedł do krzesła Marcusa - chłopak wiedział, że to zapewne koniec. Jego ojczym odsunął krzesło i pchnął je. Marc poleciał do tyłu uderzając głową o podłogę. Jego opiekun stanął nad nim i podniósł go za włosy po czym wymierzył mu siarczysty policzek. Jeszcze raz stanął nad nim, ale tym razem zaczął kopać go po brzuchu. Chłopak leżał.... znowu. Ostatkami sił spojrzał na Andree. Nie było jej w miejscu gdzie upadła. Dostrzegł ją za kanapą, kiedy dzwoniła przez telefon. Czemu nie tracił przytomności? Czemu musiał cierpieć! Nagle ktoś wpadł do domu:
- Policja! Nie ruszaj się! Już na ziemię! - krzyknął komendant nastawiając broń
Grubas podniósł ręce i obrócił się:
- Panowie, panowie. Załatwmy to polubownie. Może piweczko?
- Na piweczko to nie pójdziesz przez długie lata. Skuj go!
Skutego ojczym wyprowadzono po czym odjechał w radiowozie.
- Stróże prawa. Phi! Nawet nie pomogli.
- Damuś? Wszystko dobrze? Kochanie? - podbiegł i uklęknął przy nim Cal
- Nic mi nie jest, ale potrzebuje przytulenia.
Calvin mocno go przytulił i wycałował. Andrea usiadła przy Marcusie, jego tętno zanikało. Dziewczyna wpadła w histerię:
- MOŻE BYŚCIE ZADZWONILI PO POGOTOWIE!? ON UMIERA?! - krzyczała płacząc
Damon dorwał telefon i szybko zadzwonił. Nie minęło 5 min a już byli na miejscu.
Andrea kupiła sobie czekoladę i siedziała teraz na szpitalnym korytarzu. Nagle z sali wyszła pielęgniarka:
- Jest przemęczony, ale upiera się, aby Cię zobaczyć.
Pielęgniarka odeszła, a dziewczyna weszła do sali. Wyglądał okropnie. Oczy podkrążone, siniaki na całym ciele.
- Cz... cz....
- Ciiii..... - delikatnie przytknęła mu palce do ust - nie przemęczaj się, będę tu całą noc. Obiecuję. Tam gdzie ty tam i ja.
Chłopak uśmiechnął się i otworzył dłoń. Dziewczyna odpowiedziała na gest i teraz trzymali się za ręce. Splotła swoje palce z jego.
Po tygodniu wszystko wróciło do normy.
Bardzo śliczny rozdział w moim oku znów można zobaczyć łzę , wiesz masz niebywały talent i pisz dalej , życzę wytrwałości , wspaniałych czytelników , wielu komentarzy i dalszych sukcesów . Twoja stała czytelniczka K.
OdpowiedzUsuń