czwartek, 27 grudnia 2012

~ 6 ~

Damon jeszcze spał, przez duże okna wpadały promienie słoneczne, oświetlając cały pokój. Calvin leżał na boku i delikatnie głaskał, plecy maluszka. Przybliżył się i zaczął całować jego plecy. Jego usta delikatnie muskały skórę chłopca. Nagle ten poruszył się. Cal przybliżył się jeszcze bardziej i złożył pocałunek na jego policzku. Damon otworzył oczy i uśmiechnął się. Już chciał coś powiedzieć kiedy to do pokoju wkroczyła Andrea. Kiedy zobaczyła chłopaków szeroko się uśmiechnęła:
- Cześć kochani. Zdajcie sobie sprawę, że przespaliście nasze wyjście do sklepu, pierwszy dzień szkoły i obiad?
Para spojrzała na siebie ze zdziwieniem, ale szybko wybuchnęli śmiechem.
- A powiesz która godzina? I... który dzień? - poprosił Calvin kładąc głowę na plecach Damona.
- No mamy 30 listopada, godzinę 16:02. Z dokładnością sekund... 35...36...37
- Dobrze! Już wiemy. Coś ciekawego się działo?
- W sumie to nie. Eric i Dylan nie odpuścili sobie i zaczęli wyżywać się na pierwszorocznych. I powiedzieli Marcusowi, że filmik o jego małym przy... przydupasku dalej jest na ich telefonach. Nie wiem o co chodzi, bo Marcus siedzi cicho. Ale za pewne chodzi o... - urwała, bo zobaczyła w oczach Cal'a ten wyraz, który mówił " Czas, abyś przestała mówić". - No nic... jak będziecie głodni to zejdźcie. - powiedziawszy mrugnęła okiem i wyszła.
Damon mocniej ścisnął poduszkę i zaczął cicho szlochać. Calvin od razu to wyczuł.
- Ej maluchu... nie płacz - powiedziawszy to znowu pocałował jego plecy, następnie odgarnął kruczoczarne włosy z szyi chłopca i składał pocałunki tam.
Damon usiadł na łóżku. I ponownie ukrył twarz w dłoniach.
- ALE TY NIE ROZUMIESZ! NIKT NIE ROZUMIE! - mówiąc to wstał i ubrał się - NIKT NIE PRZEŻYŁ CZEGOŚ TAKIEGO! ONI MNIE ZNISZCZĄ! ZNISZCZĄ!  - mówiąc to odgarnął włosy z lewej strony szyi. Oczom Calvina ukazały się poziomie, zastrupiałe kreski. Chłopak nie wierzył w to co widzi.
- Kochanie... ze wszystkim damy radę. Pomogę Ci! Ale nie rób nic głupiego. - wychodząc z łóżka powiedział Calvin. - Każdy Ci pomoże - mówił podchodząc do Damona próbując go przytulić.
Chłopak cały zapłakany wybiegł z pokoju i zanim Cal zorientował się co się stało usłyszał trzaśnięcie drzwi wejściowych. Nie tracąc ani chwili dłużej ubrał co mu pierwsze wpadło w ręce, rzucił się w pogoń za swoim chłopakiem. Ignorując krzyki Marcusa i Andrey wybiegł na ganek, ale gdy się rozejrzał zamarł. Przed nim dom a po lewej i po prawej rozwidlenia dróg. Jego Damon, jego kochany Damon mógł być wszędzie. Z bezradności padł na kolana i rozpłakał się jak małe dziecko.

Damon
Biegł teraz ze łzami w oczach, skręcając w kolejne uliczki. Zgubił się. Przystanął i rozejrzał się - woku było istne odludzie. W budynkach okna pozabijane deskami... i ten odór stęchlizny. Wpadł w panikę. Zaczął płakać i krzyczeć. Położył się na brudnej ziemi w pozycji embrionalnej i wykrzykiwał imię swojego chłopaka. Spojrzał na tabliczkę z adresem - Dressage Ave. W amoku zaczął mocno drapać swoje ręce. Na odcinku między dłonią a łokciem zaczęły pojawiać się czerwone kreski z, których lała się krew. W końcu atak ustał a chłopak leżał bezwładnie na ziemi. Czekają na nie wiadomo co.

Na szyi poczuł kropelki jakieś cieczy. Ospałym ruchem podniósł głowę na tyle ile mógł i spojrzał kto go niesie. Uniósł wargi w lekkim uśmiechu - to był Cal. Na jego białej koszulce dojrzał czerwone plamy, następnie zwrócił uwagę na swoje ręce. Oczom nie wierzył - były całe podrapane. Co się z nim działo?
Nie wiedział.
- C... Calvin? - spytał cicho
- Damon?! Ty żyjesz! Jak dobrze. Myślałem, że Cię stracę! - mówiąc to mocno go przytulił
- Tak się ciesze, że mnie znalazłeś. Przepraszam, że na Ciebie krzyczałem. Nie chciałem. Myślałem, że już Cię nigdy...
- Nic się nie stało - uspokoił go Calvin, wycierając łzę, która płynęła w dół policzka.- Już wszystko dobrze - dodał przytulając Damona mocno - Ale trzeba coś zrobić z Twoimi rączkami.
- Bolą... i to bardzo. Nie wiem co mnie napadało.
- Zastałem Cię w totalnej histerii. Podrapałeś mnie w policzek, gdy próbowałem Cie podnieść - powiedz z lekkim uśmiechem pokazując rankę na twarzy.
Damon spojrzał i pocałował Calvina w miejsce zadrapania. Przytknął swoje czoło, do jego czoła, spojrzał głęboko w oczy i powiedział:
- Teraz wiem, że mogę Ci ufać zawsze i wszędzie.
- No pewnie, że możesz - powiedziawszy to pocałował Damona. - Chodźmy... skoro mówisz, że bolą Cie ręce to trzeba Cie oddać w ręce Andrey. Ona będzie wiedziała co zrobić.

środa, 19 grudnia 2012

~ 5 ~

Cal spędzał weekend z rodziną Damona. Andrea i Marcus siedzieli wtuleni na kanapie oglądając jakiś horror. Nagle Marcus zaczął całować Andre. Chłopak złapał ją za nogą i przyciągnął do siebie tak, że teraz siedziała mu na kolanach. Wstał cały czas trzymając ją w objęciach. Ona wtulona w niego zapomniała o świecie. Wszedł do ich pokoju i położył ją delikatnie na łóżku, tak delikatnie jakby była porcelanową lalką. Położył się na niej i zaczął całować. Zdjął koszulkę i wrócił do pocałunków. Andrea czuła się jak w niebie. Tak jakby woku nic nie było tylko ona i on. Dziewczyna pomogła mu zdjąć sobie koszulkę. Przerwał pocałunki, całował ją teraz po szyi, potem po brzuchu. Zdjął jej majtki, cały czas patrząc jej w oczy. Leżeli teraz razem całując się. Leżeli jak równy z równym, nie wstydzili się. Andrea poczuła, że Marcusa może obdarzyć bezgranicznym zaufaniem. Kochali się. Było im razem dobrze. Gdy skończyli, oboje zasnęli. Rano Marcus obudził Andree pocałunkiem.
- Cześć kochanie - powiedział czule
- Chodź tu głupku, zimno mi - powiedziała robiąc smutną minkę
Uśmiechną się, wszedł pod kołdrę i mocno przytulił dziewczynę. Andrea skuliła się w kłębek i muskała nosem bark chłopaka.
- Jutro chyba czas do szkoły - powiedział smutny
- Entuzjazm wyczuwam - powiedziawszy to pocałowała go w policzek
- Dylan i Eric tam będą.
- Ale teraz jesteśmy we czwórkę. Damy radę. Calvin ochrania Damona, a nasza dwójka ochrania się na przemian - roześmiała się
- Może i tak. - może i powiedział to spokojnie, ale w jego myślach już słyszał odzywki kolegów.
Nagle z dołu dało się słyszeć odgłos otwieranych drzwi.
- Jest ktoś kto chce nas przywitać? - krzyczał z dołu Cal.
Para wstała z łóżka i pobiegła na dół. Andre rzuciła się na przyjaciela mocno go przytulając, po czym pocałowała Damona w policzek.
- I choć były to tylko dwa dni to tęskniłam za Wami - powiedziała dziewczyna
- Popieram tą piękną panią - powiedział Marcus z uśmiechem, po czym podszedł do Damona i wziął go na ręce.
- Jakie plany na dziś? - zapytał Calvin
- Jutro zaczynamy szkołę. Może poszlibyśmy na zakupy? - odpowiedział Damon
- Och kochanie ty zawsze wiesz jak poprawić mi dzień.
- To postanowione - zakupy. A teraz zapraszam na śniadanie. Amerykańskie naleśniki!
Kiedy pałaszowali pyszne śniadanie Damon pogrążony był w myślach:
- Możecie jechać beze mnie? Dołączę potem, muszę coś załatwić. - powiedział chłopiec
Wszyscy spojrzeli na niego ze zdziwieniem.
- Wszystko w porządku? - zapytał Marcus
- Tak, w najlepszym. Tylko potrzebuje zrobić coś ważnego.
- Czy mogę zostać z Tobą? - zapytał Calvin, przełykając naleśnika
- Miałem nadzieję, że spytasz. Tak proszę.
Cal objął Damona ramieniem i pocałował w głowę.

Damon
Patrzył przez okno, jak Marcus obejmuje Andree. Spojrzał na Cala, który patrzył na niego z zatroskaniem.
- Kocham Cię.
Calvin uśmiechnął się, ale zatroskanie nie zniknęło. Podszedł do swojego chłopaka i objął go w pasie. Wyglądało to pięknie - wysoki na około 183 cm chłopak obejmuje małego chłopca o wzroście 150 cm. Damon czuł się w objęciach Cala bezpieczny jak nigdy. Lubił kiedy go nosił, kiedy całował w usta, w policzek, po szyi i po brzuchu. Calvin doskonale o tym wiedział, podniósł chłopca i wsunąwszy mu ręce pod koszulkę usiadł z nim na kanapie. Przytknął swój nos do jego i zaczął rozmowę:
- Widzę, że coś Cię gryzie. Proszę powiedz mi co.
- Po prostu. Źle się czuje. - powiedział chłopak odsuwając swoją twarz od twarzy Cala.
Chłopak zdziwił się. Przecież jego Damon nigdy tego nie robił. Objąwszy go mocniej, zmusił malucha do przysunięcia się bliżej. Zaczął gładzić jego plecy i całować po szyi. Młodzieniec odsunął się od niego na tyle na ile mógł.
- Czy już mnie nie kochasz? - zapytał zadziwiony osiemnastolatek
- Kocham. Przecież Ci to powiedziałem.
- Więc o co chodzi?
- Po prostu... w szkole kiedyś, stało się coś okropnego. - ukrył twarz w dłoniach i wybuchnął płaczem
Calvin mocno przytulił chłopaka. Głaskał go teraz po głowie i plecach. Damon objął go woku szyi i oparł czołem o jego bark.
- Jeśli dasz radę opowiedz mi o tym. Mnie możesz powiedzieć wszystko, a cokolwiek by to nie było ja Cię nigdy nie opuszczę.
Po opowiedzeniu historii Calvin był oszołomiony i wściekły. Damon płakał coraz to bardziej i bardziej. Jego koszulka i koszulka osiemnastolatka miały już wielkie plamy do łez. Cal ujął twarz chłopca i pocałował go czule, po czym znów mocno przytulił.
- Nie wierzę, że mogli to zrobić?! Jak mogli?! Przecież to okropne i obrzydliwe.
- Wiem! Kiedy szkoła dowiedziała się o tym byłem pośmiewiskiem i wszyscy krzyczeli za mną na korytarzu okropne rzeczy. Chłopak któremu zrobiłem tego loda wyniósł się ze szkoły, ale ten filmik dalej gdzieś jest.
- Już dobrze, dobrze. Połóż się. - położywszy chłopaka, zdjął mu koszulkę. Zaczął całować go po szyi i brzuchu. Zaczęli się kochać.

wtorek, 18 grudnia 2012

~ 4 ~

Podczas, gdy Calvin i Damon przyrządzali śniadanie, Andrea siedziała na górze z Marcusem. Chłopaki w kuchni zachowywali się tak głośno, że słychać ich było chyba w całej Adealidzie. Dziewczyna zamknęła drzwi. Usłyszała stękanie Marca. Odwróciła się i zobaczyła jak siada na łóżku. Nie mogła uwierzyć. Na plecach chyba nie było wolnego skrawka skóry bez siniaków. Wszędzie widać było różowo-fioletowy odcień.
- Zdurłeś?! Masz leżeć - podbiegła i powoli położyła chłopaka
- Nie muszę już. Jest okej.
- No oczywiście. Najlepiej słychać to kiedy stękasz przy nawet najdrobniejszym ruchu.
Chłopak spojrzał na nią smutny:
- Wybacz mi, że musiałaś to zobaczyć.
- Przestań, ja.... - próbowała coś powiedzieć, ale na nic
- Nie, nie przestań. Zobaczyłaś jego jak mnie katuje, sama mogłaś nie wyjść z tego cało. Naraziłem Cię...
-NIE! CICHO BĄDŹ! - stanowczo mu przerwała - zrobiłam to, bo tak zachowują się przyjaciele! Rozumiesz?
Chłopak przytaknął.
- Dziękuję Ci. Chciałbym Cię przytulić, ale... nie uda mi się to.
Andrea uśmiechnęła się i pocałowała go w czoło. Delikatnie pogładziła go po policzku.Chłopak uśmiechnął się i stękając dotknął jej ręki na jego policzku. Z oczy pociekły mu łzy. Andrea wytarła je rękawem bluzy.
- Będzie dobrze. Zamieszkasz tutaj. Ciocia musiała pilnie wyjechać, więc dom nasz. Calvin, Damon, ty i ja. Czwórka przyjaciół. Na zawsze.
- Połóż się przy mnie - poprosił Marcus
Andrea wstała okrążyła łóżko i delikatnie położyła się na łóżku, układając głowę blisko głowy Marca. Chłopak obrócił się w jej stronę z wielkim bólem i przysunął ją do siebie wsuwając ręce pod jej bluzkę i gładząc ją po plecach. Oparł brodę o jej głowę. Andre delikatnie zaczęła dotykać jego posiniaczonych pleców. Widziała fioletowe siniaki na żebrach.
- Śniadanko! - zawołał Damon
Andrea uśmiechnęła się:
- Dasz radę zejść na dół?
- Dla Ciebie wszystko.
Szli wolno korytarzem. Każdy krok dostarczał Marcusowi co raz mocniejszego bólu. Nie dał rady nawet ubrać spodni. Szli razem ona ubrana w męską koszulkę od Boy London i granatowe spodenki, on w czerwonych bokserkach i białej koszulce. Kiedy zobaczył ich Calvin szybko podbiegł i pomógł Marcusowi. Andrea stanęła przed lustrem i spięła swoje miętowy włosy w kok.
- To co jemy?
- Specjalność mojego małego szefa.
Damon obrócił się, na jego "fartuszku" było napisane "Pocałuj szefa". Cal uśmiechnął się i powiedział:
- Nie wiecie nawet ile całusów mu dziś już sprzedałem. - powiedział, podszedł do Damona, posadził go na blacie i zaczął namiętnie całować gładząc go przy tym po nogach.
Andrea spojrzała na Marcusa, który zwiesił głowę. Podeszła do niego od tyłu i pocałowała w policzek. Po czym wzięła talerze i rozłożyła.
- Ktoś tu jest głodny... gołąbki!
Cal i Damon spojrzeli się na nią i roześmiali się. Marcus dalej siedział ze zwieszoną głową. Wtem rozległo się głośne pukanie do drzwi. Marc jak oparzony wzdrygnął się.
- To on - powiedział ze łzami w oczach
Cała czwórka wymieniła przerażone spojrzenia. Nagle drzwi otworzyły się a do domu wpadł wściekły ojczym Marcusa. Chłopak siedział bez ruchu. Tak jakby czekał na zadany mu cios. Andrea próbowała go zatrzymać, ale odepchnął ją co skończyło się tym , że upadła na podłogę z mocnym uderzeniem w głowę. Calvin podjął szybką decyzję - wziął Damona na ręce i wybiegł na ganek gdzie zostawił malucha i wrócił do domu.
- Pomogła Ci ta Twoja paniusia, ale ja Cię zawsze znajdę.
Podszedł do krzesła Marcusa - chłopak wiedział, że to zapewne koniec. Jego ojczym odsunął krzesło i pchnął je. Marc poleciał do tyłu uderzając głową o podłogę. Jego opiekun stanął nad nim i podniósł go za włosy po czym wymierzył mu siarczysty policzek. Jeszcze raz stanął nad nim, ale tym razem zaczął kopać go po brzuchu. Chłopak leżał.... znowu. Ostatkami sił spojrzał na Andree. Nie było jej w miejscu gdzie upadła. Dostrzegł ją za kanapą, kiedy dzwoniła przez telefon. Czemu nie tracił przytomności? Czemu musiał cierpieć! Nagle ktoś wpadł do domu:
- Policja! Nie ruszaj się! Już na ziemię! - krzyknął komendant nastawiając broń
Grubas podniósł ręce i obrócił się:
- Panowie, panowie. Załatwmy to polubownie. Może piweczko?
- Na piweczko to nie pójdziesz przez długie lata. Skuj go!
Skutego ojczym wyprowadzono po czym odjechał w radiowozie.
- Stróże prawa. Phi! Nawet nie pomogli.
- Damuś? Wszystko dobrze? Kochanie? - podbiegł i uklęknął przy nim Cal
- Nic mi nie jest, ale potrzebuje przytulenia.
Calvin mocno go przytulił i wycałował. Andrea usiadła przy Marcusie, jego tętno zanikało. Dziewczyna wpadła w histerię:
- MOŻE BYŚCIE ZADZWONILI PO POGOTOWIE!? ON UMIERA?! - krzyczała płacząc
Damon dorwał telefon i szybko zadzwonił. Nie minęło 5 min a już byli na miejscu.

Andrea kupiła sobie czekoladę i siedziała teraz na szpitalnym korytarzu. Nagle z sali wyszła pielęgniarka:
- Jest przemęczony, ale upiera się, aby Cię zobaczyć.
Pielęgniarka odeszła, a dziewczyna weszła do sali. Wyglądał okropnie. Oczy podkrążone, siniaki na całym ciele.
- Cz... cz....
- Ciiii..... - delikatnie przytknęła mu palce do ust - nie przemęczaj się, będę tu całą noc. Obiecuję. Tam gdzie ty tam i ja.
Chłopak uśmiechnął się i otworzył dłoń. Dziewczyna odpowiedziała na gest i teraz trzymali się za ręce. Splotła swoje palce z jego.
   Po tygodniu wszystko wróciło do normy.

~ 3 ~

- Poznała ojczyma Marcusa, to pewne. - stwierdził Damon
- Aż tak źle? - zapytał Calvin
Ze łzami w oczach Andrea krzyknęła:
- Okropnie!! On mówił coś o żelazku! Co on mu teraz robi!?
Damon zwiesił głowę:
- Jeśli znajdzie żelazko będzie go bił kablem...
- CO?! - zapytali chórem Cal i Andre
- Tak... kiedy wracał pijany do domu i Marcus słyszał jego głos zawsze całował mnie w czoło i kazał mi się chować pod łóżko... i ja tylko widziałem ten kabel, i ich nogi. I potem ściągał koszulkę i po 5 minutach padał na ziemię. Widziałem jakie ma siniaki. Żebra, plecy, brzuch jak się nadarza okazja to nogi też. Kiedyś upadł twarzą w moją stronę... była okropna... był blady, oblany potem, z oczu leciały łzy a zdarzała się strużka krwi z ust.
- To okropne! Tak nie może być! - Andrea wstała i podeszła do okna - On tam jest teraz! I cierpi! Nie pozwolę na to!
- I co ty zrobisz? Widziałaś go tak? On jest dwa razy taki jak ty!
- Popieram Damona.... nie możesz tam iść.
- Pójdę! - powiedziała stanowczo dziewczyna - i pójdę tam teraz
Tak szybko jak Cal otworzył usta by coś powiedzieć tak szybko usłyszał trzaśnięcie drzwi.

Marcus
Znów leżał... bezbronny, prawie nagi, posiniaczony... powoli tracił już przytomność. Nie chciał żyć. Cieszył się, że poznał Andree.... ale teraz chciał umrzeć... nie chciał czuć bólu. Nagle usłyszał dzwonek do drzwi. Usłyszał marudzenie ojczyma, który wyszedł by otworzyć. Leżał... nie miał sił by wstać, nagle okno zaczęło się otwierać. Zobaczył Andree.
- Co... ty... tu... robisz.... - mówił cicho i wolno
- Ciii.... wszystko będzie dobrze - powiedziała głaszcząc go po głowie.
Podbiegła do drzwi i cicho zamknęła na klucz. Wzięła pierwszą lepszą torbę i plecak i zaczęła pakować rzeczy chłopaka. On obserwował ją. Bał się, że drzwi nie wytrzymają kiedy ojczym zacznie w nie walić. Nie minęło pół minuty zaczęło się dobijanie. Andrea spojrzała w kierunku drzwi i zaczęła szybciej pakować. Cicho wystawiła bagaże przez okno. Pomogła Marcusowi się ubrać i wyjść przez okno. Doprowadziła go na ganek i kazała poczekać. Siedział i patrzył jak się oddala. Nie mógł wyjść z zachwytu. Po paru sekundach biegła już z plecakiem i torbą. Otworzyła drzwi, wrzuciła je i wprowadziła poturbowanego Marcusa.
- Marcus! - krzyknął Damon
- Cześć maluchu - poczochrał przyjaciela po włosach i zemdlał.

~ 2 ~

- Jak mogłaś ukryć przede mną, że chcesz wyjechać na tak długo i to tak daleko?! - krzyczał Calvin ze łzami w oczach na przyjaciółkę
- Nie wiem dlaczego Ci nie powiedziałam. Nie potrafiłam sobie wybaczyć, że Cię tu zostawiam. Przepraszam Cię - ze łzami w oczach tłumaczyła się Andrea
- Ale przecież możesz mi wszystko powiedzieć. Co było powodem Twojej decyzji?
- Chcę zostawić to bagno. Chcę nowego, lepszego życia.
- I sądziłaś, że znajdziesz je beze mnie? - udało mi się wywołać na twarzy lekki uśmiech
- Oczywiście, że nie. Wiem, że zabrzmi to super nie miło i w ogóle, ale ważne że tu jesteś. - powiedziała i mocno przytuliła Cala.
Chłopak objął ją mocno i pocałował w czoło
- Ale nigdy nic nie ukrywaj przede mną dobrze?
- Obiecuje. A teraz leć się postarać o bilet. Może się uda.
- Dobrze - jeszcze raz mocno ją przytulił i pomknął do kas, aby nabyć przepustkę na samolot.

Gdy siedzieli już w samolocie nie mogli uwierzyć, że razem lecą do Australii.
- Jak myślisz? Jak tam będzie? - przerwał ciszę chłopak
- Mam nadzieję, że niesamowicie, że poznam wspaniałych ludzi... nie ukrywam, że będę szukała wielkiej miłości - zaśmiała się cicho
- Racja w sumie też by mi się przydało kogoś znaleźć. Ray strasznie mnie zranił - powiedział Calvin ze smutkiem i zwiesił głowę.
Andrea położyła swoją dłoń na jego i pocałowała w policzek:
- Ray to gówniarz bez uczuć. W Australii będzie lepiej, obiecuję Ci to.
- Ufam Ci i jak nie będzie jak mówisz to... - uciął na chwilę - w sumie nie wiem co.
Roześmiali się głośno, Calvin położył głowę na kolanach przyjaciółki, a ta zaczęła głaskać go po głowie. Odpłynął w głęboki sen, a Andre rozmyślała o życiu jakie ją czeka. Po kilku godzinach samolot wreszcie wylądował. Dziewczyna była bardzo szczęśliwa.
- Kochanie, wstawaj. Już jesteśmy.
- Oj mamo jeszcze 5 minut - z uśmiechem odpowiedział - To już tu? Adelaide?
- Nie, to Moskwa. Porwali nas jak spałeś.
- Ojej no to nie fajnie - odparł, przeciągając się - Ciotka wie, że przyjeżdżasz ze mną?
- Pokój jest duży, więc jest miejsce. Po za tym nie może Cię tu zostawić. Choć, idziemy!
Wstali i wyszli z samolotu. Od razu uderzyła ich fala ciepła.
- Ciocia!!! - wrzasnęła Andrea kiedy ujrzała członkinię rodziny
- Andrea kochanie! Już myślałam, że ten samolot nigdy nie wyląduje.
Dziewczyny podbiegły do siebie i mocno się przytuliły. Ciocia zerknęła na Calvina.
- Widzę, że przyleciałaś z jakimś przystojnym młodzieńcem - rzekła ciotka
Chłopak zarumienił się:
- Dzień dobry pani - powiedział z uśmiechem
- HoHoHo żadna pani! Aż taka stara nie jestem, możesz mówić do mnie ciociu.
Calvin uśmiechną się szeroko.

W drodze do domu cioci Andrea oglądała przez okno piękne krajobrazy. Była zachwycona australijskimi domami. Skręcali właśnie w Bass Court. Cal na czerwonym podjeździe jednego z domów zobaczył dwóch chłopców. Strasznie spodobał mu się jeden z nich. Zanim się zorientował zatrzymali się w domu na przeciwko.
- Wysiadamy! Weźcie bagaże i rozgośćcie się - powiedziała ciocia podając dziewczynie klucze do domu - muszę coś załatwić. W piekarniku czeka pizza, pokój na górze jest Wasz. Jeśli chcecie wyjdźcie potem na miasto. Papa - powiedziała i odjechała
Nastolatkowie pomachali jej na pożegnanie i wzięli walizki. Calvin zerknął jeszcze raz na podwórko na przeciwko - chłopiec który mu się spodobał właśnie na niego patrzał i uśmiechnął się. Osiemnastolatek odwzajemnił uśmiech i wszedł do domu. W środku pachniało pizzą.
- Mniam czuję wyżerkę!
- Potwierdzam dane - odpowiedział Cal i roześmiali się oboje.
Wzięli walizki i powędrowali do góry, po czym udali się wąskim korytarzem do pierwszych otwartych drzwi.
- To musi być ten pokój - stwierdziła Andrea
Chłopak przytaknął i podszedł do okna. Kiedy wyjrzał nie mógł uwierzyć - był stąd doskonały widok na podwórko tego pięknego chłopca. Dziewczyna spojrzała na niego i podeszła
- No kogóż ty tam takiego pięknego widzisz, co?
- Nikogo - powiedział z uśmiechem
- Tego w blondasa czy czarnego?
- Czarnego.
- I na co my czekamy? Zaprośmy ich do nas.
- Jesteś pewna? A jak on się wystraszy, że jestem... pedałem?
- Nie pedałuj mi tu tylko chodź - odpowiedziała Andrea i wziąwszy Cala za rękę pobiegli do nieznajomych.
Kiedy dwójka przyjaciół otworzyła drzwi, usłyszała krzyki.

Marcus
Leżał na podjeździe i patrzył jak Eric i Dylan biją Damona. Czuł na odcinku między nosem a ustami jakąś ciecz. Dotknął i zobaczył krew.
- "Czemu jestem taki słaby, czemu nie potrafię go obronić" - obwiniał się chłopak
Kątem oka dojrzał ruch na ganku, domu na przeciwko. Powieki stawały się cięższe, aż w końcu stracił przytomność. Kiedy otworzył oczy czuł, że ktoś go niesie. Spojrzał i zobaczył chłopca na około siedemnaście-osiemnaście lat z brązowymi włosami. Koło niego szła nieziemsko piękna dziewczyna o miętowych włosach, która prowadziła poturbowanego Damona.
- Damon! - wzdrygnął się
- Hej chłopie, spokojnie. Uwierz mi Twój przyjaciel jest w dobrych rękach - powiedział nieznajomy, a jego koleżanka uśmiechnęła się
- Postawisz mnie?
Zdziwiony chłopak postawił Marcusa.
- Powie mi ktoś co się stało? - zapytał ledwo trzymając się na nogach
- Chcemy wam pomóc, po pierwsze trzeba wytrzeć Ci krew spod nosa - powiedziała dziewczyna dotykając  go w miejsce gdzie ciekła krew - a po drugie chcemy, abyście zjedli z nami pizze i... chcemy się zaprzyjaźnić. - dokończyła
Spojrzał na nią badawczo:
- No dobrze... jestem Marcus, Marcus Main i mieszkam jak widać na przeciwko Was.
- Ja jestem Andrea a to Calvin.
- Ja jestem Damon Saffie, miło was poznać - powiedział uśmiechając się do Cala i podając mu rękę na powitanie
Calvin uśmiechnął się ponętnie i odpowiedział na gest chłopca. Marcus spojrzał na Andree, która właśnie patrzyła na niego ze słodkim uśmiechem. Chłopak nieśmiale spojrzał i uśmiechnął się.
- To jak? Wchodzicie?
Damon i Marcus spojrzeli i równo przytaknęli. Kiedy weszli Andrea poprosiła Cala, aby zajął się malcem. Nie trzeba było mu dwa razy powtarzać - wziął małego za rękę i poprowadził do kuchni gdzie posadził go na blacie i zaczęli dyskutować.
- Usiądź tam - powiedziała Andrea do Marcusa i oddaliła się
Chłopak posłuchał. Po 2 minutach wróciła z wodą utlenioną i chusteczkami.
- Pięknie broniłeś przyjaciela. Zadziwiające, że się nie bałeś. Twoja dziewczyna na pewno czuję się przy Tobie bezpiecznie. - powiedziała dziewczyna, zmywając krew spod nosa.
- Ale ja nie mam dziewczyny. Damon jest jak młodszy brat. Kocham go i nie pozwolę, aby mu się coś stało.
- Rozumiem Cię. Calvin też nie miał łatwo. Ludzie poniżali go, bo jest gejem.
- Wydaje mi się że Damoś też - z uśmiechem powiedział.
- Mów mi Andre, tak nazywają mnie przyjaciele.
- Dobrze, Andre - powiedział - a jak mnie będziesz nazywać?
- Hm... jesteś Marcus Main... może Marc?
- Dobrze. Brzmi ładnie.
- Powiadasz, że Damon też jest gejem? Może on i Calvin będą razem?
Marcus wychylił się i uśmiechnął szeroko.
- Chyba przewidujesz przyszłość
Andrea odwróciła się i zobaczyła jak Cal i Dam przytulają się czule
- Słodko razem wyglądają, czyż nie?
- Bardzo. Wybacz za moją wścibskość, ale czy ty masz chłopaka?
- Nie.
- A chcesz mieć?
Andrea spojrzała na niego i usiadła na kanapie. Marcus spojrzał na nią
- "Czyżbym ją zranił? No kurwa! Jeszcze nawet nie spróbowałeś zaprosić jej na randkę i już? Ty idioto!" - myślał Marcus kiedy nagle odezwała się Andrea. Była bliska płaczu:
- Wiesz powiem Ci, że to jeden z moich powodów przybycia do Australii.... każdy z chłopaków których miałam bawił się mną. Najpierw się w nim zakochiwałam i byłam gotowa zrobić wszystko,a potem on wyrzucał mnie jak jakąś starą puszkę czy coś.
Marcus nieśmiale objął ją ramieniem i przysunął do siebie:
- Nie byli Ciebie warci
- No tak, ale kto jest... - zwróciła twarz w jego stronę i tylko 5cm dzieliło ich czubki nosów,
- Hej gołąbki! - krzyknął Calvin z kuchni - uraczycie nas swoją obecnością?
Damon zaśmiał się, stanął na palcach i dał osiemnastolatkowi buziaka w policzek. Cal wziął go na ręce i czule pocałował w usta. Miał przeczucie, że Damon czuje się w jego objęciach bezpiecznie. Czuł jak chłopiec wtula się w niego mocno. Calvin posadził go znów na blacie i rozłożył pizze. Andrea i Marcus podeszli i oboje wyciągali ręko po ten sam talerz. Kiedy chłopak poczuł, że dotknął jej dłoni szybko zabrał swoją. Andre spojrzała na niego swoim troskliwym wzorkiem. Marc choć wiedział, że na niego patrzy nie pozwolił, aby jej wzrok spotkał jego wzrok.

Minęły 3 godziny podczas których czwórka przyjaciół świetnie się bawiła. Między Calvinem i Damonem narodziła się silna więź, co poskutkowało, że malec został u nich na noc. Kiedy oboje byli już na górze, Andrea odprowadziła Marcusa do domu.
- Świetnie się bawiłam.
- Ja też. - uśmiechnął się
- Może spotkamy się jutro? Przyjedziesz do nas na śniadanie?
- A mogę? - zapytał chłopak ze zdziwieniem zmieszanym z radością
- No pewnie.
- Dziękuję bardzo.
Nagle usłyszeli jak ktoś wychodzi z domu Marcusa. Chłopak odwrócił głowę, a do oczu zaczęły napływać łzy. W drzwiach stał tęgi mężczyzna w podartym podkoszulku. W ręce miał piwo i gazetę.
- GDZIE TY SIĘ SZLAJASZ SMARKACZU?! DO DOMU! ALE JUŻ!
Marc ze spuszczoną głową odszedł. Andrea spojrzała za nim. Było jej chłopaka żal.
- Lafiryndy sobie do domu sprowadzasz? Co ty sobie myślisz? Lepiej, abym nie znalazł żelazka!
Przerażona Andrea pobiegła do domu. Nie odwracała się, ale oczy miała pełne łez. Bała się o Marcusa... o jej Marcusa.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

~ 1 ~


Andrea

Jak zawsze w pokoju panował bajzel. Andrea pakowała ostatnie ubrania do torby. Cały czas towarzyszyła jej ta niepewność czy dobrze robi, ale wiedziała, że musi. Założyła plecak, wzięła bilety, włożyła słuchawki, włączyła ulubioną piosenkę i wymaszerowała z pokoju. Schodząc po schodach omal się nie potknęła.
- Skarbie to ty? - krzyczała z kuchni mama
- Tak mamo. Za chwilę ucieknie mi samolot, więc muszę się spieszyć.
Tata podniósł wzrok zza gazety i odchrząknął.
- Jesteś pewna, że dobrze robisz? - zapytał
- Oczywiście, że jestem. Niczego nie byłam bardziej pewna.
- Mam nadzieję, że będzie Ci się dobrze mieszkało z moją siostrą - uśmiechnął się przy tym złośliwie
Dziewczyna westchnęła tylko i udała się do przedpokoju. Usiadła na podłodze i ubrała buty.
- No tak... ktoś chciałby się ze mną pożegnać może?
Tata spojrzał w stronę kuchni, Andrea wiedziała, że wymieniali się właśnie z mamą spojrzeniami. Często to robili i nie wiedzieć czemu nastolatkę niemiłosiernie to wkurzało.
- No to jak nie ma chętnych.... to cześć
Usłyszała za plecami skrzypienie fotela, tata podążał ku niej.
- Nie wypuszczę Cię bez zabezpieczenia finansowego i bez buziaka na pożegnanie - powiedział wręczając dziewczynie wypchaną po brzegi pieniędzmi kopertę i mocno przytulił córkę.
Mama podeszła i pocałowała dziewczynę w czoło:
- Bądź ostrożna. Nie pozwól, aby ktoś Cię okradł, uważaj na zboczeńców - ostrzegała nastolatkę mama
Dziewczyna przytakiwała na każde słowo choć jej myśli były już gdzie indziej. Po zakończonym wykładzie jeszcze raz mocno przytuliła rodziców i wyszła. Na dworze było chłodno, ale nie lodowato. Kiedy dotarła do przystanku, niebo zrobiło się ciemne i lunął deszcz.
- " Pff, nareszcie uwolnię się od tej pogody" - myślała - " Ciekawe jacy ludzie tam mieszkają "
W oddali dostrzegła jej autobus, już za chwilę miała znaleźć się na lotnisku, a potem w samolocie i zostawić za sobą to bagno. Kiedy otworzyła portfel, aby wyjąć bilet zobaczyła zdjęcie swojego ukochanego przyjaciela - Calvina. Siedząc na ICH ulubionym miejscu słuchała piosenki przy której niegdyś zawsze się wygłupiali. Wspomnienia o Calvinie i myśl, że zostawia go tu samego bez choćby pożegnania sprawiły, że rozpłakała się jak dziecko. Na szczęście autobus był prawie pusty. Postanowiła napisać przyjacielowi sms:
" Cześć kochanie :* Co u Ciebie słychać? Mam nadzieję, że dobrze. U mnie trochę dobrze trochę nie. Pamiętaj, że Cię kocham bez względu na to gdzie jestem. Mam nadzieję, że zrozumiesz kiedy się dowiesz. Całusy, Twoja przyjaciółka "
Nie chciała nawet myśleć o reakcji przyjaciela. On, jej przyjaciel był jedynym powodem, który sprawiał, że żałuje.

" Samolot z Londynu do Dublinu odlatuje za 10 min. Pasażerów prosimy o udanie się na odprawę."
Nie mogła już tego słuchać. Siedziała na ławce, pałaszując ciastko i czekała aż ta głupia baba powie coś o samolocie do Australii, wszystko byle nie to, że musi dłużej czekać. Siedziała... i rozmyślała. Cal nie odpisał na sms'a. Miała najgorsze przeczucia.

Calvin
Wiadomość od przyjaciółki bardzo go zaniepokoiła. Musiał wiedzieć co chciała mu przekazać jego mała Andre. Stanął przy drzwiach jej domu i już miał zapukać kiedy nagle w jego głowie pojawiło się pytanie
- "Czy ja na pewno chcę wiedzieć co się stało?"
Tak! Musiał to wiedzieć, musiał poznać powód tego sms'a. Zapukał i czekał aż ktoś z domowników otworzy drzwi. Miał wielką nadzieję, że otworzy mu przyjaciółka jednak jego pragnienie nie spełniło się. W progu stanął wysoki mężczyzna - jej tata.
- Dzień dobry panie Gabriel, czy zastałem może Andree ?
- To ty nic nie wiesz? Nie powiedziała Ci nic ?
Calvin wlepił w niego oczy. Czyżby jego najlepsza przyjaciółka zataiła przed nim coś?
- Nie mam pojęcia co mam wiedzieć. Czy może mi pan powiedzieć o co chodzi?
- Mam dużo spraw domowych, więc powiem Ci w skrócie, że jeśli się nie pośpieszysz możesz już nigdy Andrei nie zobaczyć. Już od dawna planowała wyprowadzić się do Australii. Jestem zdumiony, że nic o tym nie wiesz.
- Też jestem zdziwiony, że nic nie wiem - powiedział ze smutkiem a za razem nutką złości - No nic... dziękuję bardzo, miłego dnia
- Do widzenia - powiedział mężczyzna i zamknął drzwi.
Szedł teraz powoli w stronę przystanku, chciało mu się płakać. Czy Andrea chciała go zranić? Czy chciała zakończyć przyjaźń? Musiał się dowiedzieć. Pobiegł do domu i na wszelki wypadek spakował niezbędne w podróży rzeczy, na wypadek gdyby nie zdążył i musiał polecieć za przyjaciółką. Schował oszczędności i ile sił miał w nogach pobiegł na lotnisko. 

niedziela, 9 grudnia 2012

Wszystko, ale nic - Postaci

Postanowiłam poprowadzić bloga z opowiadaniem. Na początek sądzę, że tytułem może być Wszystko, ale nic hahahahaha nie mam pomysłu na tytuł poważnie O.o Tak więc niech będzie to tak... 
Więc na początek przedstawienie postaci :
Andrea ( Andre ) Gabriel:


Szesnastoletnia Andrea urodzona 20 VI pochodzi z Londynu. Miała dosyć swojego otoczenia, więc postanowiła wyjechać do ciotki do Adelaide w Australii gdzie miała czuć się po prostu dobrze. Zapisała się do Reynella East High College, gdzie poznała swojego chłopaka Marcusa i wielu innych przyjaciół, ale też wrogów. Za dziewczyną przyjechał jej jedyny przyjaciel z Londynu - Calvin. Dziewczyna zawsze miała swój własny styl. Nie mogła mieć czegoś co inni. W piętnaste urodziny zaczęła eksperymentować z włosami z początku przefarbowała z brązu na jasny blond, a potem rozjaśniła i postawiła na odcień mięty. Andre ( bo tak nazywają ją znajomi ) może wydawać się oschła i niemiła na pierwszy rzut oka, ale jeśli komuś uda się do niej dotrzeć może być przyjaciółką na zawsze. Łatwo ją zranić. Uwielbia przytulanie się i wygłupy z przyjaciółmi.

Calvin Edenberg :


Calvin jest siedemnastoletnim gejem. Nie ma rodziców ( prawdę mówiąc nikt nie wie czemu ). Chłopak jest bardzo perwersyjny, ale Andrea kocha go ze wszystkimi wadami i zaletami rzecz jasna. Chłopak nie mógłby zostać sam w Londynie dlatego poleciał za przyjaciółką. Cal ma brązowe włosy, brązowe oczy oraz zawsze wesoły wyraz twarzy. Jest bardzo chudy. Uwielbia wydurniać się na ulicach ( robiąc przy tym nie mały wstyd towarzyszom, którzy czasem do niego dołączają ). Chłopak jest bardzo wrażliwy i kochany. Jeśli jest z kimś w związku jest wierny do końca choć często był raniony.

Marcus Main :


Nieśmiały i zakompleksiony siedemnastolatek z Australii. Wiele ludzi odtrąca go, ponieważ jest INNY. Nie zależy mu na "byciu fajnym", ani nic podobnego. Nigdy nie miał dziewczyny, nigdy nie przytulał nikogo innego niż swoją mamę. Rodzicie po rozwodzie. Nigdy nie śnił nawet, że spotka kogo takiego jak Andrea. Miał 2 próby samobójcze przez rówieśników ze szkoły którzy dokuczali i katowali go. Nieśmiały młodzieniec ma ciemne, średniej długości włosy. Rzadko się uśmiecha i rzadko się odzywa. Jedyną osobą której ufa jest jego przyjaciel Damon. Lubi grać w gry video. Miewa nocne ataki paniki oraz głębokie depresje, którym towarzysza akty samookaleczania się.

Damon Saffie :

Najmłodszy z całej paczki chłopiec. Zawsze trzyma się blisko Marcusa traktuje go jak starszego brata. Marcus na ile może opiekuje się "młodym" . Mały chłopiec również jest homoseksualsitą, lecz jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy. Śmiertelnie zakochany w Calvinie. Damon jest drobniutki i szczuplutki. Ma 150cm i waży 35kg. Każdy traktuje go jak maskotkę ( każdy w paczce ). Marcus i  Calvin opiekują się nim i bronią kiedy trzeba. Mały Damon ma czarne, krótkie włosy. Wesołe spojrzenie i zawsze wielki uśmiech. Tak jak i Andrea uwielbia przytulanie i łaskotanie. Chłopak stara się być twardy, ale często emocje biorą górę i płacze jak dziecko. Prowadzi pamiętnik o swoim życiu - jak radzi sobie z nietolerancją i publikuje to w internecie aby inni geje mogli tak jak i on stawić czoło homofobom.


Jutro dodam pierwszy rozdział :* Zdjęcia postaci wzięte z internetu :3
Mam nadzieję, że podobają Wam się postaci. Ogółem pomysły na rozdziały będą się brały z mojej wyobraźni ( czasem na lekcjach lubię pomarzyć jakby to było w lepszym świecie - ale chyba każdy tak ma ).