Calvin
- Bolą - powiedział z płaczem Damon
Cal czuł się bezradny. Mocno przytulił Damona, starając się nie sprawić mu bólu. Malec cały był mokry. Nie zmrużył w nocy oka, z powodu rąk. Włosy miał pozlepiane od potu. Calvin całował go i głaskał po czole i głowie.
- Wszystko będzie dobrze kochanie. Będzie dobrze... przestanie boleć, obiecuję. - mówił Cal, próbując przestać płakać.
Działo się źle. Andrey nie było, Marcus załamany, a jego Damon cierpiał. Nie wiedział co robić. Nagle z dołu dało się słyszeć głośny krzyk.
- Co się stało?! - zapytał przerażony Damon.
- To nic... pewnie Marcus... nic wielkiego. Leż... spokojnie. Nie płacz, będzie dobrze. Przestaną boleć i będzie jak dawniej.
- Nic nie będzie jak dawniej.
Uczucia Calvina wzięły górę i mocno, ale ostrożnie przyciskając malca do siebie wybuchnął płaczem:
- Wiem Damon... wiem. Spróbuj zasnąć i nie myśleć o tym co będzie.
Kiedy malec zasnął, Calvin zszedł na dół.
- Na chuj się darłeś?
Marcus spojrzał i parsknął.
- No? Damon się źle czuje, a ty drzesz się jak idiota.
Marc walnął rękoma w stół i stał
- ZEJDŹ ZE MNIE PEDALE! TEŻ BRAKUJE MI ANDREY! ALE NIE MUSISZ TAK GADAĆ!
- Uważasz nas za pedałów?
Chłopcy spojrzeli w stronę schodów, gdzie stał mały Damon.
- Nie... oczywiście, że nie.
- Słyszałem!
Marcus zwiesił głowę. Calvin posłał mu groźne spojrzenie, po czym szybkim krokiem ruszył w stronę Damona i klękną przy nim.
- My sie tylko droczyliśmy... wszystko dobrze. On by nigdy tak nie powiedział. Kocha Cię tak samo jak ja. Teraz zmykaj do łóżka.
- Jestem głodny.
Cal przytulił go mocno i zaniósł do stołu. Przy śniadaniu panowała napięta atmosfera, lecz Marcus i Calvin robili wszystko, aby Damon nie wyczuł nic. To im jednak nie wyszło
- Oskara za te role byście nie dostali. - mówił przeżuwając jajko.
- Ale o czym ty mówisz? - zapytał ze sztucznym uśmiechem jego chłopak
- Przecież wiem, że Andrey nie ma i oboje się kłócicie, bo jej nie ma.
Calvin dotknął ręki Damona, lecz ten szybko ją zabrał.
- Czemu nic mi nie powiedzieliście tylko próbowaliście okłamać. Przecież... podobno mnie kochacie. - powiedziawszy to, wstał od stołu i poszedł na górę.
Nagle Marcus wyciągnął rękę w stronę Cala
- Zgoda? Jak nie chcesz się pogodzić to zróbmy to dla Damona i dla Andrey... - powiedział - " Gdziekolwiek teraz jest"
- Masz rację. Ale trzeba ją znaleźć.
- Nie traćmy więc czasu. Chyba wiem gdzie jest. Ale musimy się pośpieszyć.
Cal czuł się bezradny. Mocno przytulił Damona, starając się nie sprawić mu bólu. Malec cały był mokry. Nie zmrużył w nocy oka, z powodu rąk. Włosy miał pozlepiane od potu. Calvin całował go i głaskał po czole i głowie.
- Wszystko będzie dobrze kochanie. Będzie dobrze... przestanie boleć, obiecuję. - mówił Cal, próbując przestać płakać.
Działo się źle. Andrey nie było, Marcus załamany, a jego Damon cierpiał. Nie wiedział co robić. Nagle z dołu dało się słyszeć głośny krzyk.
- Co się stało?! - zapytał przerażony Damon.
- To nic... pewnie Marcus... nic wielkiego. Leż... spokojnie. Nie płacz, będzie dobrze. Przestaną boleć i będzie jak dawniej.
- Nic nie będzie jak dawniej.
Uczucia Calvina wzięły górę i mocno, ale ostrożnie przyciskając malca do siebie wybuchnął płaczem:
- Wiem Damon... wiem. Spróbuj zasnąć i nie myśleć o tym co będzie.
Kiedy malec zasnął, Calvin zszedł na dół.
- Na chuj się darłeś?
Marcus spojrzał i parsknął.
- No? Damon się źle czuje, a ty drzesz się jak idiota.
Marc walnął rękoma w stół i stał
- ZEJDŹ ZE MNIE PEDALE! TEŻ BRAKUJE MI ANDREY! ALE NIE MUSISZ TAK GADAĆ!
- Uważasz nas za pedałów?
Chłopcy spojrzeli w stronę schodów, gdzie stał mały Damon.
- Nie... oczywiście, że nie.
- Słyszałem!
Marcus zwiesił głowę. Calvin posłał mu groźne spojrzenie, po czym szybkim krokiem ruszył w stronę Damona i klękną przy nim.
- My sie tylko droczyliśmy... wszystko dobrze. On by nigdy tak nie powiedział. Kocha Cię tak samo jak ja. Teraz zmykaj do łóżka.
- Jestem głodny.
Cal przytulił go mocno i zaniósł do stołu. Przy śniadaniu panowała napięta atmosfera, lecz Marcus i Calvin robili wszystko, aby Damon nie wyczuł nic. To im jednak nie wyszło
- Oskara za te role byście nie dostali. - mówił przeżuwając jajko.
- Ale o czym ty mówisz? - zapytał ze sztucznym uśmiechem jego chłopak
- Przecież wiem, że Andrey nie ma i oboje się kłócicie, bo jej nie ma.
Calvin dotknął ręki Damona, lecz ten szybko ją zabrał.
- Czemu nic mi nie powiedzieliście tylko próbowaliście okłamać. Przecież... podobno mnie kochacie. - powiedziawszy to, wstał od stołu i poszedł na górę.
Nagle Marcus wyciągnął rękę w stronę Cala
- Zgoda? Jak nie chcesz się pogodzić to zróbmy to dla Damona i dla Andrey... - powiedział - " Gdziekolwiek teraz jest"
- Masz rację. Ale trzeba ją znaleźć.
- Nie traćmy więc czasu. Chyba wiem gdzie jest. Ale musimy się pośpieszyć.
Andrea
Świat wirował, nie wiedziała gdzie jest. Ostatnie co widziała to twarz mężczyzny i małą torebeczkę, która jej dał. Słyszała muzykę, która drażniła jej uszy. Nagle w oddali zobaczyła Marcusa stojącego nad przepaścią. Chwiejnym krokiem podeszła do niego, już chciała go przytulić kiedy nagle czyjaś ręka odciągnęła ją od chłopaka i wtem on zniknął. Ktoś mocno ją przytulił. Słyszała płacz, który narastał, narastał aż w końcu był gorszy niż muzyka, która wciąż dochodziła zewsząd, lecz znikąd, a następnie - ciemność. Rażące światło, zaczęło drażnić jej oczy, kiedy tylko je otworzyła. Ból głowy rozsadzał jej czaszkę. Rozejrzała się i nagle przypomniało jej się całe zdarzenie. Nie mogła się nacieszyć widokiem pokoju, swojego laptopa, "stojaka" na ubrania i nawet stare firany, których nienawidziła, sprawiły, że się uśmiechnęła. Zbiegła szybko do kuchni, tam zobaczyła swojego chłopaka Marcusa, przyjaciela Calvina i swojego małego kompana Damona. Łzy ze szczęścia wylały się z jej oczu.
- ANDREA! - krzyknęła cała trójka i szybko pobiegli, aby ją uściskać.
Dziewczyna śmiała się głośno.
- Nawet nie wiecie jak się ciesze!!!!!
- My też! - krzyknął Damon obejmując ją w pasie.
- Baliśmy się o Ciebie jak nic. - powiedział Cal, całując ją w policzek.
Wtem przyszła pora na Marcusa. Spojrzał na nią spode łba, podszedł i złapał mocno za ramiona. Po czym przytknął swoje czoło do jej i spojrzał głęboko w oczy.
- Nigdy więcej.... nigdy więcej tak nie rób. - mówiąc to rozpłakał się jak dziecko i mocno ją przytulił.
Andrea była zdziwiona. Myślała, że po takiej akcji już nigdy nie będzie chciał z nią być.
- Obiecuje. Zawsze będę z Tobą, jeśli Ty będziesz ze mną.
Marcus wypuścił ją z objęć i patrząc w oczy, uśmiechnął się. Dziewczyna zrobiła to samo, biorąc uśmiech za odpowiedź TAK.
- Dosyć czułość. Andrea będę okropny, ale muszę zrujnować tę chwilę. Marcus nie ma talentu, więc opatrzenie rąk Damona nie poszło dobrze. Pomożesz? - po prosił Cal.
Dziewczyna z westchnieniem podeszła do opatrunków malca. Kiedy je rozwijała z politowaniem patrzyła na Marcusa, który zawstydzony stał parę metrów od niej. Rączki Damona wyglądały okropne. Ropiejące i sączące się rany wyglądały strasznie.
- To co mały? Amputujemy? - zapytała żartobliwie miętowo-włosa dziewczyna.
- Nie. Są mi potrzebne. - odparł z uśmiechem.
- Usiądź tam - powiedziała, wskazując na kanapę, po czym udała się do kuchni.
Po paru sekundach wracała, w rękach trzymając bandaże, gazę i wodę utlenioną. Polała wszystkie kawałki białego materiału wodą i przytykała kolejno do ran. Damon zaczął płakać z bólu i próbował zabierać rękę, ale Andrea skinęła głową i już Calvin trzymał go nieruchomo. Oblany już potem malec, głośno jęczał i płakał.
- Ja wiem, że boli, ale wytrzymaj proszę. - uspokajała go Andrea, choć wiedziała, że dopiero co opatrzyła jedną rękę.- " Ile może nacierpieć się taki mały człowiek " - myślała
Kiedy już było po wszystkim, Calvin mocno przytulił Damona i otarł mu łzy z policzków. A maluch opadł na kanapę. Cal przykrył go kocem i położył się przy nim, głaszcząc plecy i zabandażowane ręce. Andre i Marc udali się na piętro.
- Co robiłaś na tej skarpie? - zapytał Marcus
- Przyznam się, że nie pamiętam. Ostatnie obrazy, które przelatują mi przed oczami, to chłopak, który podał mi jakąś małą torebeczkę z jakimiś pigułkami.
- Narkotyki? Brałaś narkotyki?!
- Przepraszam. - powiedziała Andrea ze łzami w oczach, po czym zwiesiła głowę.
- Dobra, już dobrze. Ważne, że żyjesz. - mówiąc to wziął ją na ręce i zaniósł do łóżka.
Kiedy położył ją na kołdrze, zdjął koszulkę i przykrył jej ciało swoim. Gładził ją po czole, po policzkach, co jakiś czas składając czułe pocałunki na ustach. Po chwili on leżał rozebrany, a ona zaledwie ubrana w biały t-shirt Vans. Znowu to robili - kochali się. Tym razem Andrea czuła się lepiej, niż za pierwszym razem. Namiętnie całowali się, a ich języki tańczyły razem. Spędzili piękną noc. Rano Andrea obudziła się pierwsza i zeszła na dół. Nie martwiła się o nic. Miała wszystko, czego mogła chcieć. Schodząc na dół rzuciła wzrok w kierunku sofy, na której spał Damon i Cal. Maluszek trząsł się. Andre podeszła i dotknęła ustami jego czoła, cały był rozpalony, choć trząsł się z zimna. Sięgnęła po koc i otuliła Damona. Nagle obudził się Cal. Andrea przytknęła tylko palec do ust, co miało znaczyć, że ma być cicho. Wstała i poszła do łazienki. Ospały Cal położył się i wtuliwszy się we włosy swojego chłopaka, zamknął jeszcze na chwilę oczy.
- ANDREA! - krzyknęła cała trójka i szybko pobiegli, aby ją uściskać.
Dziewczyna śmiała się głośno.
- Nawet nie wiecie jak się ciesze!!!!!
- My też! - krzyknął Damon obejmując ją w pasie.
- Baliśmy się o Ciebie jak nic. - powiedział Cal, całując ją w policzek.
Wtem przyszła pora na Marcusa. Spojrzał na nią spode łba, podszedł i złapał mocno za ramiona. Po czym przytknął swoje czoło do jej i spojrzał głęboko w oczy.
- Nigdy więcej.... nigdy więcej tak nie rób. - mówiąc to rozpłakał się jak dziecko i mocno ją przytulił.
Andrea była zdziwiona. Myślała, że po takiej akcji już nigdy nie będzie chciał z nią być.
- Obiecuje. Zawsze będę z Tobą, jeśli Ty będziesz ze mną.
Marcus wypuścił ją z objęć i patrząc w oczy, uśmiechnął się. Dziewczyna zrobiła to samo, biorąc uśmiech za odpowiedź TAK.
- Dosyć czułość. Andrea będę okropny, ale muszę zrujnować tę chwilę. Marcus nie ma talentu, więc opatrzenie rąk Damona nie poszło dobrze. Pomożesz? - po prosił Cal.
Dziewczyna z westchnieniem podeszła do opatrunków malca. Kiedy je rozwijała z politowaniem patrzyła na Marcusa, który zawstydzony stał parę metrów od niej. Rączki Damona wyglądały okropne. Ropiejące i sączące się rany wyglądały strasznie.
- To co mały? Amputujemy? - zapytała żartobliwie miętowo-włosa dziewczyna.
- Nie. Są mi potrzebne. - odparł z uśmiechem.
- Usiądź tam - powiedziała, wskazując na kanapę, po czym udała się do kuchni.
Po paru sekundach wracała, w rękach trzymając bandaże, gazę i wodę utlenioną. Polała wszystkie kawałki białego materiału wodą i przytykała kolejno do ran. Damon zaczął płakać z bólu i próbował zabierać rękę, ale Andrea skinęła głową i już Calvin trzymał go nieruchomo. Oblany już potem malec, głośno jęczał i płakał.
- Ja wiem, że boli, ale wytrzymaj proszę. - uspokajała go Andrea, choć wiedziała, że dopiero co opatrzyła jedną rękę.- " Ile może nacierpieć się taki mały człowiek " - myślała
Kiedy już było po wszystkim, Calvin mocno przytulił Damona i otarł mu łzy z policzków. A maluch opadł na kanapę. Cal przykrył go kocem i położył się przy nim, głaszcząc plecy i zabandażowane ręce. Andre i Marc udali się na piętro.
- Co robiłaś na tej skarpie? - zapytał Marcus
- Przyznam się, że nie pamiętam. Ostatnie obrazy, które przelatują mi przed oczami, to chłopak, który podał mi jakąś małą torebeczkę z jakimiś pigułkami.
- Narkotyki? Brałaś narkotyki?!
- Przepraszam. - powiedziała Andrea ze łzami w oczach, po czym zwiesiła głowę.
- Dobra, już dobrze. Ważne, że żyjesz. - mówiąc to wziął ją na ręce i zaniósł do łóżka.
Kiedy położył ją na kołdrze, zdjął koszulkę i przykrył jej ciało swoim. Gładził ją po czole, po policzkach, co jakiś czas składając czułe pocałunki na ustach. Po chwili on leżał rozebrany, a ona zaledwie ubrana w biały t-shirt Vans. Znowu to robili - kochali się. Tym razem Andrea czuła się lepiej, niż za pierwszym razem. Namiętnie całowali się, a ich języki tańczyły razem. Spędzili piękną noc. Rano Andrea obudziła się pierwsza i zeszła na dół. Nie martwiła się o nic. Miała wszystko, czego mogła chcieć. Schodząc na dół rzuciła wzrok w kierunku sofy, na której spał Damon i Cal. Maluszek trząsł się. Andre podeszła i dotknęła ustami jego czoła, cały był rozpalony, choć trząsł się z zimna. Sięgnęła po koc i otuliła Damona. Nagle obudził się Cal. Andrea przytknęła tylko palec do ust, co miało znaczyć, że ma być cicho. Wstała i poszła do łazienki. Ospały Cal położył się i wtuliwszy się we włosy swojego chłopaka, zamknął jeszcze na chwilę oczy.