poniedziałek, 7 stycznia 2013

~ 8 ~

Calvin
- Bolą - powiedział z płaczem Damon
Cal czuł się bezradny. Mocno przytulił Damona, starając się nie sprawić mu bólu. Malec cały był mokry. Nie zmrużył w nocy oka, z powodu rąk. Włosy miał pozlepiane od potu. Calvin całował go i głaskał po czole i głowie.
- Wszystko będzie dobrze kochanie. Będzie dobrze... przestanie boleć, obiecuję. - mówił Cal, próbując przestać płakać.
Działo się źle. Andrey nie było, Marcus załamany, a jego Damon cierpiał. Nie wiedział co robić. Nagle z dołu dało się słyszeć głośny krzyk.
- Co się stało?! - zapytał przerażony Damon.
- To nic... pewnie Marcus... nic wielkiego. Leż... spokojnie. Nie płacz, będzie dobrze. Przestaną boleć i będzie jak dawniej.
- Nic nie będzie jak dawniej.
Uczucia Calvina wzięły górę i mocno, ale ostrożnie przyciskając malca do siebie wybuchnął płaczem:
- Wiem Damon... wiem. Spróbuj zasnąć i nie myśleć o tym co będzie.
Kiedy malec zasnął, Calvin zszedł na dół.
- Na chuj się darłeś?
Marcus spojrzał i parsknął.
- No? Damon się źle czuje, a ty drzesz się jak idiota.
Marc walnął rękoma w stół i stał
- ZEJDŹ ZE MNIE PEDALE! TEŻ BRAKUJE MI ANDREY! ALE NIE MUSISZ TAK GADAĆ!
- Uważasz nas za pedałów?
Chłopcy spojrzeli w stronę schodów, gdzie stał mały Damon.
- Nie... oczywiście, że nie.
- Słyszałem!
Marcus zwiesił głowę. Calvin posłał mu groźne spojrzenie, po czym szybkim krokiem ruszył w stronę Damona i klękną przy nim.
- My sie tylko droczyliśmy... wszystko dobrze. On by nigdy tak nie powiedział. Kocha Cię tak samo jak ja. Teraz zmykaj do łóżka.
- Jestem głodny.
Cal przytulił go mocno i zaniósł do stołu. Przy śniadaniu panowała napięta atmosfera, lecz Marcus i Calvin robili wszystko, aby Damon nie wyczuł nic. To im jednak nie wyszło
- Oskara za te role byście nie dostali. - mówił przeżuwając jajko.
- Ale o czym ty mówisz? - zapytał ze sztucznym uśmiechem jego chłopak
- Przecież wiem, że Andrey nie ma i oboje się kłócicie, bo jej nie ma.
Calvin dotknął ręki Damona, lecz ten szybko ją zabrał.
- Czemu nic mi nie powiedzieliście tylko próbowaliście okłamać. Przecież... podobno mnie kochacie. - powiedziawszy to, wstał od stołu i poszedł na górę.
Nagle Marcus wyciągnął rękę w stronę Cala
- Zgoda? Jak nie chcesz się pogodzić to zróbmy to dla Damona i dla Andrey... - powiedział - " Gdziekolwiek teraz jest"
- Masz rację. Ale trzeba ją znaleźć.
- Nie traćmy więc czasu. Chyba wiem gdzie jest. Ale musimy się pośpieszyć.
Andrea
Świat wirował, nie wiedziała gdzie jest. Ostatnie co widziała to twarz mężczyzny i małą torebeczkę, która jej dał. Słyszała muzykę, która drażniła jej uszy. Nagle w oddali zobaczyła Marcusa stojącego nad przepaścią. Chwiejnym krokiem podeszła do niego, już chciała go przytulić kiedy nagle czyjaś ręka odciągnęła ją od chłopaka i wtem on zniknął. Ktoś mocno ją przytulił. Słyszała płacz, który narastał, narastał aż w końcu był gorszy niż muzyka, która wciąż dochodziła zewsząd, lecz znikąd, a następnie - ciemność. Rażące światło, zaczęło drażnić jej oczy, kiedy tylko je otworzyła. Ból głowy rozsadzał jej czaszkę. Rozejrzała się i nagle przypomniało jej się całe zdarzenie. Nie mogła się nacieszyć widokiem pokoju, swojego laptopa, "stojaka" na ubrania i nawet stare firany, których nienawidziła, sprawiły, że się uśmiechnęła. Zbiegła szybko do kuchni, tam zobaczyła swojego chłopaka Marcusa, przyjaciela Calvina i swojego małego kompana Damona. Łzy ze szczęścia wylały się z jej oczu.
- ANDREA! - krzyknęła cała trójka i szybko pobiegli, aby ją uściskać.
Dziewczyna śmiała się głośno.
- Nawet nie wiecie jak się ciesze!!!!!
- My też! - krzyknął Damon obejmując ją w pasie.
- Baliśmy się o Ciebie jak nic. - powiedział Cal, całując ją w policzek.
Wtem przyszła pora na Marcusa. Spojrzał na nią spode łba, podszedł i złapał mocno za ramiona. Po czym przytknął swoje czoło do jej i spojrzał głęboko w oczy.
- Nigdy więcej.... nigdy więcej tak nie rób. - mówiąc to rozpłakał się jak dziecko i mocno ją przytulił.
Andrea była zdziwiona. Myślała, że po takiej akcji już nigdy nie będzie chciał z nią być.
- Obiecuje. Zawsze będę z Tobą, jeśli Ty będziesz ze mną.
Marcus wypuścił ją z objęć i patrząc w oczy, uśmiechnął się. Dziewczyna zrobiła to samo, biorąc uśmiech za odpowiedź TAK.
- Dosyć czułość. Andrea będę okropny, ale muszę zrujnować tę chwilę. Marcus nie ma talentu, więc opatrzenie rąk Damona nie poszło dobrze. Pomożesz? - po prosił Cal.
Dziewczyna z westchnieniem podeszła do opatrunków malca. Kiedy je rozwijała z politowaniem patrzyła na Marcusa, który zawstydzony stał parę metrów od niej. Rączki Damona wyglądały okropne. Ropiejące i sączące się rany wyglądały strasznie.
- To co mały? Amputujemy? - zapytała żartobliwie miętowo-włosa dziewczyna.
- Nie. Są mi potrzebne. - odparł z uśmiechem.
- Usiądź tam - powiedziała, wskazując na kanapę, po czym udała się do kuchni.
Po paru sekundach wracała, w rękach trzymając bandaże, gazę i wodę utlenioną. Polała wszystkie kawałki białego materiału wodą i przytykała kolejno do ran. Damon zaczął płakać z bólu i próbował zabierać rękę, ale Andrea skinęła głową i już Calvin trzymał go nieruchomo. Oblany już potem malec, głośno jęczał i płakał.
- Ja wiem, że boli, ale wytrzymaj proszę. - uspokajała go Andrea, choć wiedziała, że dopiero co opatrzyła jedną rękę.- " Ile może nacierpieć się taki mały człowiek " - myślała
Kiedy już było po wszystkim, Calvin mocno przytulił Damona i otarł mu łzy z policzków. A maluch opadł na kanapę. Cal przykrył go kocem i położył się przy nim, głaszcząc plecy i zabandażowane ręce. Andre i Marc udali się na piętro.
- Co robiłaś na tej skarpie? - zapytał Marcus
- Przyznam się, że nie pamiętam. Ostatnie obrazy, które przelatują mi przed oczami, to chłopak, który podał mi jakąś małą torebeczkę z jakimiś pigułkami.
- Narkotyki? Brałaś narkotyki?!
- Przepraszam. - powiedziała Andrea ze łzami w oczach, po czym zwiesiła głowę.
- Dobra, już dobrze. Ważne, że żyjesz. - mówiąc to wziął ją na ręce i zaniósł do łóżka.
Kiedy położył ją na kołdrze, zdjął koszulkę i przykrył jej ciało swoim. Gładził ją po czole, po policzkach, co jakiś czas składając czułe pocałunki na ustach. Po chwili on leżał rozebrany, a ona zaledwie ubrana w biały t-shirt Vans. Znowu to robili - kochali się. Tym razem Andrea czuła się lepiej, niż za pierwszym razem. Namiętnie całowali się, a ich języki tańczyły razem. Spędzili piękną noc. Rano Andrea obudziła się pierwsza i zeszła na dół. Nie martwiła się o nic. Miała wszystko, czego mogła chcieć. Schodząc na dół rzuciła wzrok w kierunku sofy, na której spał Damon i Cal. Maluszek trząsł się. Andre podeszła i dotknęła ustami jego czoła, cały był rozpalony, choć trząsł się z zimna. Sięgnęła po koc i otuliła Damona. Nagle obudził się Cal. Andrea przytknęła tylko palec do ust, co miało znaczyć, że ma być cicho. Wstała i poszła do łazienki. Ospały Cal położył się i wtuliwszy się we włosy swojego chłopaka, zamknął jeszcze na chwilę oczy.

~ 7 ~

Andrea
Siedziała wtulona w Marcusa. Kochała zapach jego koszulki i dotyk jego rąk na swoich policzkach. Nagle z jej oka wypłynęła łza. Marcus wytarł ją i złożył pocałunek na czole dziewczyny.
- Nie martw się, nie długo wrócą.
- Ale... a jak go nie znalazł? A co jak? A jeśli coś się stało? - trzęsła się ze strachu
- No spokojnie. Kto jak kto, ale Calvin jeśli go znajdzie, zaopiekuje się nim najlepiej.
- Jeśli?!
Marcus westchnął i mocniej przytulił dziewczynę
- Jak tylko...
- Jak tylko?! Jak go znajdzie! Musi go znaleźć!
- Ależ spokojnie...
- Chyba nie wiesz co mówisz!!!!! Jak mogę być spokojna kiedy ich obu nie ma!! Jak ty możesz tak mówić! Ty się w ogóle o nich nie martwisz!! - stojąc nad nim, krzyczała Andrea
Marcus opanowany wstał i złapał dziewczynę za ramiona, lecz ta szybko wyszarpała się z uścisku.
- Odczep się! Jesteś taki spokojny! A co jak Damonowi coś jest? A co jak nie żyje? Bierzesz takie wyjście pod uwagę!?
Chłopak wziął głęboki oddech i wskazał palcem na przedpokój w którym stał Calvin z zakrwawionym Damonem.
- I wy się teraz musicie kłócić? Kiedy on potrzebuje całej naszej 3? Jesteście okropni.
- On się w ogóle o Damona nie martwił!
- I to powód, że się tak drzesz na niego? Przynajmniej był opanowany, wybacz mi Andre, ale przesadzasz czasami. Wiesz, że Cię kocham, ale... jednak czasem przesadzasz. - powiedział Calvin. Już nie długo miał pożałować swoich słów.
- Tak? Przeginam? Przeginam kiedy martwię się o was? Może nie powinnam? Może nie powinnam w ogóle tu być?!
Marcus i Calvin zrobili wielkie oczy.
- Masz okres? Czy co? Andrea, Damon Cie potrzebuje... przecież wiesz, że Cie kochamy. Nie mów tak!

Marcus
- Oboje spokój!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Kłótnie przyjaciół przerwał krzyk Marcusa. Widać, że kipi złością.
- Czy wy nie widzicie, że ta kłótnia może wszystko zniszczyć? Wszystko!
Andrea parsknęła śmiechem
- Wszystko, jest niczym. Zaczynam sobie zdawać sprawę, że za szybko wszystko się potoczyło. - to mówiąc weszła na górę, a po pięciu minutach zeszła z plecakiem. - Ja muszę to wszystko przemyśleć.
Patrzył jak ubiera buty, nie wierzył, że aż tak jej było z nim źle.
- Jeśli kiedyś zatęsknisz to wiesz gdzie jesteśmy.
- Może zatęsknię, może nie.
Marcus spojrzał na sufit, próbując powstrzymać łzy. Po czym powlókł się do kuchni po apteczkę. Calvin położył malca na kanapie i zaczął całować krwawe rany od zadrapań. Marcus walczył z bandażami, lecz już po chwili udało się opatrzeć Damonowi rany. Śpiącego malucha zanieśli do góry.
- Nie wierzę, że jej pozwoliłeś. - powiedział Marcus zamykając drzwi sypialni.
- To samo mogę powiedzieć o Tobie. To Twoja dziewczyna! Podobno ją kochałeś! Ocaliła Ci życie, a ty o nią nie walczysz?
- Nie każdemu powiodło się tutaj tak jak Tobie i Damonowi. Opiekuj się nim i nigdy nie opuść. My z Andreą załatwimy sprawę sami. - powiedział wlokąc się na dół.
- Nie byłbym tego taki pewien - wymamrotał Calvin pod nosem, po czym wszedł do sypialni malca.

- "Może miała rację? Może za szybko wszystko się stało? Może powinniśmy byli zaczekać? Lepiej się poznać?" - rozmyślał Marc
Był tak zmęczony, że szybko zamknął oczy i poszedł spać.

Leciał, leciał ponad wszystkim. W dole mijał drzewa, domu, swoją szkołę. Nagle zobaczył coś niepokojącego - w dole 2 chłopców znęcało się nad jakąś dziewczyną. Zleciał niżej. To była Andrea, a oprawcami byli Eric i Dylan! Dziewczyna szarpała się i krzyczała, lecz ludzie na dziedzińcu jakby zrobieni z tektury nie ruszali się i nie reagowali. On również jakby wrósł w ziemię, mógł tylko obserwować jak kolejne stróżki krwi ciekną po twarzy Andrey. Nagle cały świat woku niego rozmył się i teraz stał on i ona. Woku nicość. Dziewczyna uśmiechała się i kręciła się po całym terenie. Biegli razem do przodu - nagle przystanęła, obróciła się i poprosiła go gestem do siebie. Chłopak podszedł do niej. Ona stanęła na palcach, objęła go woku szyi i pochyliła się w tył. Nim się obejrzał lecieli w dół. Dostrzegał twarz Andrey - blada, oczy czarne z których płynęła krew. Dostrzegł też długie, krwawe linie od krańców ust. Wyglądała jakby się uśmiechała. Nagle zniknęła, a on leciał wprost na metalowy pręt wystający z ziemi. Nagle poczuł jak pręt rozrywa my jelita i przebija na wylot...

-
AAAAAAA!!!!!!!!!!!!!! - obudził się - " Dzięki bogu, że to był sen ".
Na zegarku - 5:37. Czas, aby wstać. Wygramolił się z łóżka ( którym tej nocy była kanapa ) i podążył do łazienki. Odprawiając poranną toaletę rozmyślał o swoim śnie. Czyżby sen odzwierciedlał coś prawdziwego? Modlił się, aby to był tylko jego głupi pomysł.

czwartek, 27 grudnia 2012

~ 6 ~

Damon jeszcze spał, przez duże okna wpadały promienie słoneczne, oświetlając cały pokój. Calvin leżał na boku i delikatnie głaskał, plecy maluszka. Przybliżył się i zaczął całować jego plecy. Jego usta delikatnie muskały skórę chłopca. Nagle ten poruszył się. Cal przybliżył się jeszcze bardziej i złożył pocałunek na jego policzku. Damon otworzył oczy i uśmiechnął się. Już chciał coś powiedzieć kiedy to do pokoju wkroczyła Andrea. Kiedy zobaczyła chłopaków szeroko się uśmiechnęła:
- Cześć kochani. Zdajcie sobie sprawę, że przespaliście nasze wyjście do sklepu, pierwszy dzień szkoły i obiad?
Para spojrzała na siebie ze zdziwieniem, ale szybko wybuchnęli śmiechem.
- A powiesz która godzina? I... który dzień? - poprosił Calvin kładąc głowę na plecach Damona.
- No mamy 30 listopada, godzinę 16:02. Z dokładnością sekund... 35...36...37
- Dobrze! Już wiemy. Coś ciekawego się działo?
- W sumie to nie. Eric i Dylan nie odpuścili sobie i zaczęli wyżywać się na pierwszorocznych. I powiedzieli Marcusowi, że filmik o jego małym przy... przydupasku dalej jest na ich telefonach. Nie wiem o co chodzi, bo Marcus siedzi cicho. Ale za pewne chodzi o... - urwała, bo zobaczyła w oczach Cal'a ten wyraz, który mówił " Czas, abyś przestała mówić". - No nic... jak będziecie głodni to zejdźcie. - powiedziawszy mrugnęła okiem i wyszła.
Damon mocniej ścisnął poduszkę i zaczął cicho szlochać. Calvin od razu to wyczuł.
- Ej maluchu... nie płacz - powiedziawszy to znowu pocałował jego plecy, następnie odgarnął kruczoczarne włosy z szyi chłopca i składał pocałunki tam.
Damon usiadł na łóżku. I ponownie ukrył twarz w dłoniach.
- ALE TY NIE ROZUMIESZ! NIKT NIE ROZUMIE! - mówiąc to wstał i ubrał się - NIKT NIE PRZEŻYŁ CZEGOŚ TAKIEGO! ONI MNIE ZNISZCZĄ! ZNISZCZĄ!  - mówiąc to odgarnął włosy z lewej strony szyi. Oczom Calvina ukazały się poziomie, zastrupiałe kreski. Chłopak nie wierzył w to co widzi.
- Kochanie... ze wszystkim damy radę. Pomogę Ci! Ale nie rób nic głupiego. - wychodząc z łóżka powiedział Calvin. - Każdy Ci pomoże - mówił podchodząc do Damona próbując go przytulić.
Chłopak cały zapłakany wybiegł z pokoju i zanim Cal zorientował się co się stało usłyszał trzaśnięcie drzwi wejściowych. Nie tracąc ani chwili dłużej ubrał co mu pierwsze wpadło w ręce, rzucił się w pogoń za swoim chłopakiem. Ignorując krzyki Marcusa i Andrey wybiegł na ganek, ale gdy się rozejrzał zamarł. Przed nim dom a po lewej i po prawej rozwidlenia dróg. Jego Damon, jego kochany Damon mógł być wszędzie. Z bezradności padł na kolana i rozpłakał się jak małe dziecko.

Damon
Biegł teraz ze łzami w oczach, skręcając w kolejne uliczki. Zgubił się. Przystanął i rozejrzał się - woku było istne odludzie. W budynkach okna pozabijane deskami... i ten odór stęchlizny. Wpadł w panikę. Zaczął płakać i krzyczeć. Położył się na brudnej ziemi w pozycji embrionalnej i wykrzykiwał imię swojego chłopaka. Spojrzał na tabliczkę z adresem - Dressage Ave. W amoku zaczął mocno drapać swoje ręce. Na odcinku między dłonią a łokciem zaczęły pojawiać się czerwone kreski z, których lała się krew. W końcu atak ustał a chłopak leżał bezwładnie na ziemi. Czekają na nie wiadomo co.

Na szyi poczuł kropelki jakieś cieczy. Ospałym ruchem podniósł głowę na tyle ile mógł i spojrzał kto go niesie. Uniósł wargi w lekkim uśmiechu - to był Cal. Na jego białej koszulce dojrzał czerwone plamy, następnie zwrócił uwagę na swoje ręce. Oczom nie wierzył - były całe podrapane. Co się z nim działo?
Nie wiedział.
- C... Calvin? - spytał cicho
- Damon?! Ty żyjesz! Jak dobrze. Myślałem, że Cię stracę! - mówiąc to mocno go przytulił
- Tak się ciesze, że mnie znalazłeś. Przepraszam, że na Ciebie krzyczałem. Nie chciałem. Myślałem, że już Cię nigdy...
- Nic się nie stało - uspokoił go Calvin, wycierając łzę, która płynęła w dół policzka.- Już wszystko dobrze - dodał przytulając Damona mocno - Ale trzeba coś zrobić z Twoimi rączkami.
- Bolą... i to bardzo. Nie wiem co mnie napadało.
- Zastałem Cię w totalnej histerii. Podrapałeś mnie w policzek, gdy próbowałem Cie podnieść - powiedz z lekkim uśmiechem pokazując rankę na twarzy.
Damon spojrzał i pocałował Calvina w miejsce zadrapania. Przytknął swoje czoło, do jego czoła, spojrzał głęboko w oczy i powiedział:
- Teraz wiem, że mogę Ci ufać zawsze i wszędzie.
- No pewnie, że możesz - powiedziawszy to pocałował Damona. - Chodźmy... skoro mówisz, że bolą Cie ręce to trzeba Cie oddać w ręce Andrey. Ona będzie wiedziała co zrobić.

środa, 19 grudnia 2012

~ 5 ~

Cal spędzał weekend z rodziną Damona. Andrea i Marcus siedzieli wtuleni na kanapie oglądając jakiś horror. Nagle Marcus zaczął całować Andre. Chłopak złapał ją za nogą i przyciągnął do siebie tak, że teraz siedziała mu na kolanach. Wstał cały czas trzymając ją w objęciach. Ona wtulona w niego zapomniała o świecie. Wszedł do ich pokoju i położył ją delikatnie na łóżku, tak delikatnie jakby była porcelanową lalką. Położył się na niej i zaczął całować. Zdjął koszulkę i wrócił do pocałunków. Andrea czuła się jak w niebie. Tak jakby woku nic nie było tylko ona i on. Dziewczyna pomogła mu zdjąć sobie koszulkę. Przerwał pocałunki, całował ją teraz po szyi, potem po brzuchu. Zdjął jej majtki, cały czas patrząc jej w oczy. Leżeli teraz razem całując się. Leżeli jak równy z równym, nie wstydzili się. Andrea poczuła, że Marcusa może obdarzyć bezgranicznym zaufaniem. Kochali się. Było im razem dobrze. Gdy skończyli, oboje zasnęli. Rano Marcus obudził Andree pocałunkiem.
- Cześć kochanie - powiedział czule
- Chodź tu głupku, zimno mi - powiedziała robiąc smutną minkę
Uśmiechną się, wszedł pod kołdrę i mocno przytulił dziewczynę. Andrea skuliła się w kłębek i muskała nosem bark chłopaka.
- Jutro chyba czas do szkoły - powiedział smutny
- Entuzjazm wyczuwam - powiedziawszy to pocałowała go w policzek
- Dylan i Eric tam będą.
- Ale teraz jesteśmy we czwórkę. Damy radę. Calvin ochrania Damona, a nasza dwójka ochrania się na przemian - roześmiała się
- Może i tak. - może i powiedział to spokojnie, ale w jego myślach już słyszał odzywki kolegów.
Nagle z dołu dało się słyszeć odgłos otwieranych drzwi.
- Jest ktoś kto chce nas przywitać? - krzyczał z dołu Cal.
Para wstała z łóżka i pobiegła na dół. Andre rzuciła się na przyjaciela mocno go przytulając, po czym pocałowała Damona w policzek.
- I choć były to tylko dwa dni to tęskniłam za Wami - powiedziała dziewczyna
- Popieram tą piękną panią - powiedział Marcus z uśmiechem, po czym podszedł do Damona i wziął go na ręce.
- Jakie plany na dziś? - zapytał Calvin
- Jutro zaczynamy szkołę. Może poszlibyśmy na zakupy? - odpowiedział Damon
- Och kochanie ty zawsze wiesz jak poprawić mi dzień.
- To postanowione - zakupy. A teraz zapraszam na śniadanie. Amerykańskie naleśniki!
Kiedy pałaszowali pyszne śniadanie Damon pogrążony był w myślach:
- Możecie jechać beze mnie? Dołączę potem, muszę coś załatwić. - powiedział chłopiec
Wszyscy spojrzeli na niego ze zdziwieniem.
- Wszystko w porządku? - zapytał Marcus
- Tak, w najlepszym. Tylko potrzebuje zrobić coś ważnego.
- Czy mogę zostać z Tobą? - zapytał Calvin, przełykając naleśnika
- Miałem nadzieję, że spytasz. Tak proszę.
Cal objął Damona ramieniem i pocałował w głowę.

Damon
Patrzył przez okno, jak Marcus obejmuje Andree. Spojrzał na Cala, który patrzył na niego z zatroskaniem.
- Kocham Cię.
Calvin uśmiechnął się, ale zatroskanie nie zniknęło. Podszedł do swojego chłopaka i objął go w pasie. Wyglądało to pięknie - wysoki na około 183 cm chłopak obejmuje małego chłopca o wzroście 150 cm. Damon czuł się w objęciach Cala bezpieczny jak nigdy. Lubił kiedy go nosił, kiedy całował w usta, w policzek, po szyi i po brzuchu. Calvin doskonale o tym wiedział, podniósł chłopca i wsunąwszy mu ręce pod koszulkę usiadł z nim na kanapie. Przytknął swój nos do jego i zaczął rozmowę:
- Widzę, że coś Cię gryzie. Proszę powiedz mi co.
- Po prostu. Źle się czuje. - powiedział chłopak odsuwając swoją twarz od twarzy Cala.
Chłopak zdziwił się. Przecież jego Damon nigdy tego nie robił. Objąwszy go mocniej, zmusił malucha do przysunięcia się bliżej. Zaczął gładzić jego plecy i całować po szyi. Młodzieniec odsunął się od niego na tyle na ile mógł.
- Czy już mnie nie kochasz? - zapytał zadziwiony osiemnastolatek
- Kocham. Przecież Ci to powiedziałem.
- Więc o co chodzi?
- Po prostu... w szkole kiedyś, stało się coś okropnego. - ukrył twarz w dłoniach i wybuchnął płaczem
Calvin mocno przytulił chłopaka. Głaskał go teraz po głowie i plecach. Damon objął go woku szyi i oparł czołem o jego bark.
- Jeśli dasz radę opowiedz mi o tym. Mnie możesz powiedzieć wszystko, a cokolwiek by to nie było ja Cię nigdy nie opuszczę.
Po opowiedzeniu historii Calvin był oszołomiony i wściekły. Damon płakał coraz to bardziej i bardziej. Jego koszulka i koszulka osiemnastolatka miały już wielkie plamy do łez. Cal ujął twarz chłopca i pocałował go czule, po czym znów mocno przytulił.
- Nie wierzę, że mogli to zrobić?! Jak mogli?! Przecież to okropne i obrzydliwe.
- Wiem! Kiedy szkoła dowiedziała się o tym byłem pośmiewiskiem i wszyscy krzyczeli za mną na korytarzu okropne rzeczy. Chłopak któremu zrobiłem tego loda wyniósł się ze szkoły, ale ten filmik dalej gdzieś jest.
- Już dobrze, dobrze. Połóż się. - położywszy chłopaka, zdjął mu koszulkę. Zaczął całować go po szyi i brzuchu. Zaczęli się kochać.

wtorek, 18 grudnia 2012

~ 4 ~

Podczas, gdy Calvin i Damon przyrządzali śniadanie, Andrea siedziała na górze z Marcusem. Chłopaki w kuchni zachowywali się tak głośno, że słychać ich było chyba w całej Adealidzie. Dziewczyna zamknęła drzwi. Usłyszała stękanie Marca. Odwróciła się i zobaczyła jak siada na łóżku. Nie mogła uwierzyć. Na plecach chyba nie było wolnego skrawka skóry bez siniaków. Wszędzie widać było różowo-fioletowy odcień.
- Zdurłeś?! Masz leżeć - podbiegła i powoli położyła chłopaka
- Nie muszę już. Jest okej.
- No oczywiście. Najlepiej słychać to kiedy stękasz przy nawet najdrobniejszym ruchu.
Chłopak spojrzał na nią smutny:
- Wybacz mi, że musiałaś to zobaczyć.
- Przestań, ja.... - próbowała coś powiedzieć, ale na nic
- Nie, nie przestań. Zobaczyłaś jego jak mnie katuje, sama mogłaś nie wyjść z tego cało. Naraziłem Cię...
-NIE! CICHO BĄDŹ! - stanowczo mu przerwała - zrobiłam to, bo tak zachowują się przyjaciele! Rozumiesz?
Chłopak przytaknął.
- Dziękuję Ci. Chciałbym Cię przytulić, ale... nie uda mi się to.
Andrea uśmiechnęła się i pocałowała go w czoło. Delikatnie pogładziła go po policzku.Chłopak uśmiechnął się i stękając dotknął jej ręki na jego policzku. Z oczy pociekły mu łzy. Andrea wytarła je rękawem bluzy.
- Będzie dobrze. Zamieszkasz tutaj. Ciocia musiała pilnie wyjechać, więc dom nasz. Calvin, Damon, ty i ja. Czwórka przyjaciół. Na zawsze.
- Połóż się przy mnie - poprosił Marcus
Andrea wstała okrążyła łóżko i delikatnie położyła się na łóżku, układając głowę blisko głowy Marca. Chłopak obrócił się w jej stronę z wielkim bólem i przysunął ją do siebie wsuwając ręce pod jej bluzkę i gładząc ją po plecach. Oparł brodę o jej głowę. Andre delikatnie zaczęła dotykać jego posiniaczonych pleców. Widziała fioletowe siniaki na żebrach.
- Śniadanko! - zawołał Damon
Andrea uśmiechnęła się:
- Dasz radę zejść na dół?
- Dla Ciebie wszystko.
Szli wolno korytarzem. Każdy krok dostarczał Marcusowi co raz mocniejszego bólu. Nie dał rady nawet ubrać spodni. Szli razem ona ubrana w męską koszulkę od Boy London i granatowe spodenki, on w czerwonych bokserkach i białej koszulce. Kiedy zobaczył ich Calvin szybko podbiegł i pomógł Marcusowi. Andrea stanęła przed lustrem i spięła swoje miętowy włosy w kok.
- To co jemy?
- Specjalność mojego małego szefa.
Damon obrócił się, na jego "fartuszku" było napisane "Pocałuj szefa". Cal uśmiechnął się i powiedział:
- Nie wiecie nawet ile całusów mu dziś już sprzedałem. - powiedział, podszedł do Damona, posadził go na blacie i zaczął namiętnie całować gładząc go przy tym po nogach.
Andrea spojrzała na Marcusa, który zwiesił głowę. Podeszła do niego od tyłu i pocałowała w policzek. Po czym wzięła talerze i rozłożyła.
- Ktoś tu jest głodny... gołąbki!
Cal i Damon spojrzeli się na nią i roześmiali się. Marcus dalej siedział ze zwieszoną głową. Wtem rozległo się głośne pukanie do drzwi. Marc jak oparzony wzdrygnął się.
- To on - powiedział ze łzami w oczach
Cała czwórka wymieniła przerażone spojrzenia. Nagle drzwi otworzyły się a do domu wpadł wściekły ojczym Marcusa. Chłopak siedział bez ruchu. Tak jakby czekał na zadany mu cios. Andrea próbowała go zatrzymać, ale odepchnął ją co skończyło się tym , że upadła na podłogę z mocnym uderzeniem w głowę. Calvin podjął szybką decyzję - wziął Damona na ręce i wybiegł na ganek gdzie zostawił malucha i wrócił do domu.
- Pomogła Ci ta Twoja paniusia, ale ja Cię zawsze znajdę.
Podszedł do krzesła Marcusa - chłopak wiedział, że to zapewne koniec. Jego ojczym odsunął krzesło i pchnął je. Marc poleciał do tyłu uderzając głową o podłogę. Jego opiekun stanął nad nim i podniósł go za włosy po czym wymierzył mu siarczysty policzek. Jeszcze raz stanął nad nim, ale tym razem zaczął kopać go po brzuchu. Chłopak leżał.... znowu. Ostatkami sił spojrzał na Andree. Nie było jej w miejscu gdzie upadła. Dostrzegł ją za kanapą, kiedy dzwoniła przez telefon. Czemu nie tracił przytomności? Czemu musiał cierpieć! Nagle ktoś wpadł do domu:
- Policja! Nie ruszaj się! Już na ziemię! - krzyknął komendant nastawiając broń
Grubas podniósł ręce i obrócił się:
- Panowie, panowie. Załatwmy to polubownie. Może piweczko?
- Na piweczko to nie pójdziesz przez długie lata. Skuj go!
Skutego ojczym wyprowadzono po czym odjechał w radiowozie.
- Stróże prawa. Phi! Nawet nie pomogli.
- Damuś? Wszystko dobrze? Kochanie? - podbiegł i uklęknął przy nim Cal
- Nic mi nie jest, ale potrzebuje przytulenia.
Calvin mocno go przytulił i wycałował. Andrea usiadła przy Marcusie, jego tętno zanikało. Dziewczyna wpadła w histerię:
- MOŻE BYŚCIE ZADZWONILI PO POGOTOWIE!? ON UMIERA?! - krzyczała płacząc
Damon dorwał telefon i szybko zadzwonił. Nie minęło 5 min a już byli na miejscu.

Andrea kupiła sobie czekoladę i siedziała teraz na szpitalnym korytarzu. Nagle z sali wyszła pielęgniarka:
- Jest przemęczony, ale upiera się, aby Cię zobaczyć.
Pielęgniarka odeszła, a dziewczyna weszła do sali. Wyglądał okropnie. Oczy podkrążone, siniaki na całym ciele.
- Cz... cz....
- Ciiii..... - delikatnie przytknęła mu palce do ust - nie przemęczaj się, będę tu całą noc. Obiecuję. Tam gdzie ty tam i ja.
Chłopak uśmiechnął się i otworzył dłoń. Dziewczyna odpowiedziała na gest i teraz trzymali się za ręce. Splotła swoje palce z jego.
   Po tygodniu wszystko wróciło do normy.

~ 3 ~

- Poznała ojczyma Marcusa, to pewne. - stwierdził Damon
- Aż tak źle? - zapytał Calvin
Ze łzami w oczach Andrea krzyknęła:
- Okropnie!! On mówił coś o żelazku! Co on mu teraz robi!?
Damon zwiesił głowę:
- Jeśli znajdzie żelazko będzie go bił kablem...
- CO?! - zapytali chórem Cal i Andre
- Tak... kiedy wracał pijany do domu i Marcus słyszał jego głos zawsze całował mnie w czoło i kazał mi się chować pod łóżko... i ja tylko widziałem ten kabel, i ich nogi. I potem ściągał koszulkę i po 5 minutach padał na ziemię. Widziałem jakie ma siniaki. Żebra, plecy, brzuch jak się nadarza okazja to nogi też. Kiedyś upadł twarzą w moją stronę... była okropna... był blady, oblany potem, z oczu leciały łzy a zdarzała się strużka krwi z ust.
- To okropne! Tak nie może być! - Andrea wstała i podeszła do okna - On tam jest teraz! I cierpi! Nie pozwolę na to!
- I co ty zrobisz? Widziałaś go tak? On jest dwa razy taki jak ty!
- Popieram Damona.... nie możesz tam iść.
- Pójdę! - powiedziała stanowczo dziewczyna - i pójdę tam teraz
Tak szybko jak Cal otworzył usta by coś powiedzieć tak szybko usłyszał trzaśnięcie drzwi.

Marcus
Znów leżał... bezbronny, prawie nagi, posiniaczony... powoli tracił już przytomność. Nie chciał żyć. Cieszył się, że poznał Andree.... ale teraz chciał umrzeć... nie chciał czuć bólu. Nagle usłyszał dzwonek do drzwi. Usłyszał marudzenie ojczyma, który wyszedł by otworzyć. Leżał... nie miał sił by wstać, nagle okno zaczęło się otwierać. Zobaczył Andree.
- Co... ty... tu... robisz.... - mówił cicho i wolno
- Ciii.... wszystko będzie dobrze - powiedziała głaszcząc go po głowie.
Podbiegła do drzwi i cicho zamknęła na klucz. Wzięła pierwszą lepszą torbę i plecak i zaczęła pakować rzeczy chłopaka. On obserwował ją. Bał się, że drzwi nie wytrzymają kiedy ojczym zacznie w nie walić. Nie minęło pół minuty zaczęło się dobijanie. Andrea spojrzała w kierunku drzwi i zaczęła szybciej pakować. Cicho wystawiła bagaże przez okno. Pomogła Marcusowi się ubrać i wyjść przez okno. Doprowadziła go na ganek i kazała poczekać. Siedział i patrzył jak się oddala. Nie mógł wyjść z zachwytu. Po paru sekundach biegła już z plecakiem i torbą. Otworzyła drzwi, wrzuciła je i wprowadziła poturbowanego Marcusa.
- Marcus! - krzyknął Damon
- Cześć maluchu - poczochrał przyjaciela po włosach i zemdlał.

~ 2 ~

- Jak mogłaś ukryć przede mną, że chcesz wyjechać na tak długo i to tak daleko?! - krzyczał Calvin ze łzami w oczach na przyjaciółkę
- Nie wiem dlaczego Ci nie powiedziałam. Nie potrafiłam sobie wybaczyć, że Cię tu zostawiam. Przepraszam Cię - ze łzami w oczach tłumaczyła się Andrea
- Ale przecież możesz mi wszystko powiedzieć. Co było powodem Twojej decyzji?
- Chcę zostawić to bagno. Chcę nowego, lepszego życia.
- I sądziłaś, że znajdziesz je beze mnie? - udało mi się wywołać na twarzy lekki uśmiech
- Oczywiście, że nie. Wiem, że zabrzmi to super nie miło i w ogóle, ale ważne że tu jesteś. - powiedziała i mocno przytuliła Cala.
Chłopak objął ją mocno i pocałował w czoło
- Ale nigdy nic nie ukrywaj przede mną dobrze?
- Obiecuje. A teraz leć się postarać o bilet. Może się uda.
- Dobrze - jeszcze raz mocno ją przytulił i pomknął do kas, aby nabyć przepustkę na samolot.

Gdy siedzieli już w samolocie nie mogli uwierzyć, że razem lecą do Australii.
- Jak myślisz? Jak tam będzie? - przerwał ciszę chłopak
- Mam nadzieję, że niesamowicie, że poznam wspaniałych ludzi... nie ukrywam, że będę szukała wielkiej miłości - zaśmiała się cicho
- Racja w sumie też by mi się przydało kogoś znaleźć. Ray strasznie mnie zranił - powiedział Calvin ze smutkiem i zwiesił głowę.
Andrea położyła swoją dłoń na jego i pocałowała w policzek:
- Ray to gówniarz bez uczuć. W Australii będzie lepiej, obiecuję Ci to.
- Ufam Ci i jak nie będzie jak mówisz to... - uciął na chwilę - w sumie nie wiem co.
Roześmiali się głośno, Calvin położył głowę na kolanach przyjaciółki, a ta zaczęła głaskać go po głowie. Odpłynął w głęboki sen, a Andre rozmyślała o życiu jakie ją czeka. Po kilku godzinach samolot wreszcie wylądował. Dziewczyna była bardzo szczęśliwa.
- Kochanie, wstawaj. Już jesteśmy.
- Oj mamo jeszcze 5 minut - z uśmiechem odpowiedział - To już tu? Adelaide?
- Nie, to Moskwa. Porwali nas jak spałeś.
- Ojej no to nie fajnie - odparł, przeciągając się - Ciotka wie, że przyjeżdżasz ze mną?
- Pokój jest duży, więc jest miejsce. Po za tym nie może Cię tu zostawić. Choć, idziemy!
Wstali i wyszli z samolotu. Od razu uderzyła ich fala ciepła.
- Ciocia!!! - wrzasnęła Andrea kiedy ujrzała członkinię rodziny
- Andrea kochanie! Już myślałam, że ten samolot nigdy nie wyląduje.
Dziewczyny podbiegły do siebie i mocno się przytuliły. Ciocia zerknęła na Calvina.
- Widzę, że przyleciałaś z jakimś przystojnym młodzieńcem - rzekła ciotka
Chłopak zarumienił się:
- Dzień dobry pani - powiedział z uśmiechem
- HoHoHo żadna pani! Aż taka stara nie jestem, możesz mówić do mnie ciociu.
Calvin uśmiechną się szeroko.

W drodze do domu cioci Andrea oglądała przez okno piękne krajobrazy. Była zachwycona australijskimi domami. Skręcali właśnie w Bass Court. Cal na czerwonym podjeździe jednego z domów zobaczył dwóch chłopców. Strasznie spodobał mu się jeden z nich. Zanim się zorientował zatrzymali się w domu na przeciwko.
- Wysiadamy! Weźcie bagaże i rozgośćcie się - powiedziała ciocia podając dziewczynie klucze do domu - muszę coś załatwić. W piekarniku czeka pizza, pokój na górze jest Wasz. Jeśli chcecie wyjdźcie potem na miasto. Papa - powiedziała i odjechała
Nastolatkowie pomachali jej na pożegnanie i wzięli walizki. Calvin zerknął jeszcze raz na podwórko na przeciwko - chłopiec który mu się spodobał właśnie na niego patrzał i uśmiechnął się. Osiemnastolatek odwzajemnił uśmiech i wszedł do domu. W środku pachniało pizzą.
- Mniam czuję wyżerkę!
- Potwierdzam dane - odpowiedział Cal i roześmiali się oboje.
Wzięli walizki i powędrowali do góry, po czym udali się wąskim korytarzem do pierwszych otwartych drzwi.
- To musi być ten pokój - stwierdziła Andrea
Chłopak przytaknął i podszedł do okna. Kiedy wyjrzał nie mógł uwierzyć - był stąd doskonały widok na podwórko tego pięknego chłopca. Dziewczyna spojrzała na niego i podeszła
- No kogóż ty tam takiego pięknego widzisz, co?
- Nikogo - powiedział z uśmiechem
- Tego w blondasa czy czarnego?
- Czarnego.
- I na co my czekamy? Zaprośmy ich do nas.
- Jesteś pewna? A jak on się wystraszy, że jestem... pedałem?
- Nie pedałuj mi tu tylko chodź - odpowiedziała Andrea i wziąwszy Cala za rękę pobiegli do nieznajomych.
Kiedy dwójka przyjaciół otworzyła drzwi, usłyszała krzyki.

Marcus
Leżał na podjeździe i patrzył jak Eric i Dylan biją Damona. Czuł na odcinku między nosem a ustami jakąś ciecz. Dotknął i zobaczył krew.
- "Czemu jestem taki słaby, czemu nie potrafię go obronić" - obwiniał się chłopak
Kątem oka dojrzał ruch na ganku, domu na przeciwko. Powieki stawały się cięższe, aż w końcu stracił przytomność. Kiedy otworzył oczy czuł, że ktoś go niesie. Spojrzał i zobaczył chłopca na około siedemnaście-osiemnaście lat z brązowymi włosami. Koło niego szła nieziemsko piękna dziewczyna o miętowych włosach, która prowadziła poturbowanego Damona.
- Damon! - wzdrygnął się
- Hej chłopie, spokojnie. Uwierz mi Twój przyjaciel jest w dobrych rękach - powiedział nieznajomy, a jego koleżanka uśmiechnęła się
- Postawisz mnie?
Zdziwiony chłopak postawił Marcusa.
- Powie mi ktoś co się stało? - zapytał ledwo trzymając się na nogach
- Chcemy wam pomóc, po pierwsze trzeba wytrzeć Ci krew spod nosa - powiedziała dziewczyna dotykając  go w miejsce gdzie ciekła krew - a po drugie chcemy, abyście zjedli z nami pizze i... chcemy się zaprzyjaźnić. - dokończyła
Spojrzał na nią badawczo:
- No dobrze... jestem Marcus, Marcus Main i mieszkam jak widać na przeciwko Was.
- Ja jestem Andrea a to Calvin.
- Ja jestem Damon Saffie, miło was poznać - powiedział uśmiechając się do Cala i podając mu rękę na powitanie
Calvin uśmiechnął się ponętnie i odpowiedział na gest chłopca. Marcus spojrzał na Andree, która właśnie patrzyła na niego ze słodkim uśmiechem. Chłopak nieśmiale spojrzał i uśmiechnął się.
- To jak? Wchodzicie?
Damon i Marcus spojrzeli i równo przytaknęli. Kiedy weszli Andrea poprosiła Cala, aby zajął się malcem. Nie trzeba było mu dwa razy powtarzać - wziął małego za rękę i poprowadził do kuchni gdzie posadził go na blacie i zaczęli dyskutować.
- Usiądź tam - powiedziała Andrea do Marcusa i oddaliła się
Chłopak posłuchał. Po 2 minutach wróciła z wodą utlenioną i chusteczkami.
- Pięknie broniłeś przyjaciela. Zadziwiające, że się nie bałeś. Twoja dziewczyna na pewno czuję się przy Tobie bezpiecznie. - powiedziała dziewczyna, zmywając krew spod nosa.
- Ale ja nie mam dziewczyny. Damon jest jak młodszy brat. Kocham go i nie pozwolę, aby mu się coś stało.
- Rozumiem Cię. Calvin też nie miał łatwo. Ludzie poniżali go, bo jest gejem.
- Wydaje mi się że Damoś też - z uśmiechem powiedział.
- Mów mi Andre, tak nazywają mnie przyjaciele.
- Dobrze, Andre - powiedział - a jak mnie będziesz nazywać?
- Hm... jesteś Marcus Main... może Marc?
- Dobrze. Brzmi ładnie.
- Powiadasz, że Damon też jest gejem? Może on i Calvin będą razem?
Marcus wychylił się i uśmiechnął szeroko.
- Chyba przewidujesz przyszłość
Andrea odwróciła się i zobaczyła jak Cal i Dam przytulają się czule
- Słodko razem wyglądają, czyż nie?
- Bardzo. Wybacz za moją wścibskość, ale czy ty masz chłopaka?
- Nie.
- A chcesz mieć?
Andrea spojrzała na niego i usiadła na kanapie. Marcus spojrzał na nią
- "Czyżbym ją zranił? No kurwa! Jeszcze nawet nie spróbowałeś zaprosić jej na randkę i już? Ty idioto!" - myślał Marcus kiedy nagle odezwała się Andrea. Była bliska płaczu:
- Wiesz powiem Ci, że to jeden z moich powodów przybycia do Australii.... każdy z chłopaków których miałam bawił się mną. Najpierw się w nim zakochiwałam i byłam gotowa zrobić wszystko,a potem on wyrzucał mnie jak jakąś starą puszkę czy coś.
Marcus nieśmiale objął ją ramieniem i przysunął do siebie:
- Nie byli Ciebie warci
- No tak, ale kto jest... - zwróciła twarz w jego stronę i tylko 5cm dzieliło ich czubki nosów,
- Hej gołąbki! - krzyknął Calvin z kuchni - uraczycie nas swoją obecnością?
Damon zaśmiał się, stanął na palcach i dał osiemnastolatkowi buziaka w policzek. Cal wziął go na ręce i czule pocałował w usta. Miał przeczucie, że Damon czuje się w jego objęciach bezpiecznie. Czuł jak chłopiec wtula się w niego mocno. Calvin posadził go znów na blacie i rozłożył pizze. Andrea i Marcus podeszli i oboje wyciągali ręko po ten sam talerz. Kiedy chłopak poczuł, że dotknął jej dłoni szybko zabrał swoją. Andre spojrzała na niego swoim troskliwym wzorkiem. Marc choć wiedział, że na niego patrzy nie pozwolił, aby jej wzrok spotkał jego wzrok.

Minęły 3 godziny podczas których czwórka przyjaciół świetnie się bawiła. Między Calvinem i Damonem narodziła się silna więź, co poskutkowało, że malec został u nich na noc. Kiedy oboje byli już na górze, Andrea odprowadziła Marcusa do domu.
- Świetnie się bawiłam.
- Ja też. - uśmiechnął się
- Może spotkamy się jutro? Przyjedziesz do nas na śniadanie?
- A mogę? - zapytał chłopak ze zdziwieniem zmieszanym z radością
- No pewnie.
- Dziękuję bardzo.
Nagle usłyszeli jak ktoś wychodzi z domu Marcusa. Chłopak odwrócił głowę, a do oczu zaczęły napływać łzy. W drzwiach stał tęgi mężczyzna w podartym podkoszulku. W ręce miał piwo i gazetę.
- GDZIE TY SIĘ SZLAJASZ SMARKACZU?! DO DOMU! ALE JUŻ!
Marc ze spuszczoną głową odszedł. Andrea spojrzała za nim. Było jej chłopaka żal.
- Lafiryndy sobie do domu sprowadzasz? Co ty sobie myślisz? Lepiej, abym nie znalazł żelazka!
Przerażona Andrea pobiegła do domu. Nie odwracała się, ale oczy miała pełne łez. Bała się o Marcusa... o jej Marcusa.