poniedziałek, 7 stycznia 2013

~ 8 ~

Calvin
- Bolą - powiedział z płaczem Damon
Cal czuł się bezradny. Mocno przytulił Damona, starając się nie sprawić mu bólu. Malec cały był mokry. Nie zmrużył w nocy oka, z powodu rąk. Włosy miał pozlepiane od potu. Calvin całował go i głaskał po czole i głowie.
- Wszystko będzie dobrze kochanie. Będzie dobrze... przestanie boleć, obiecuję. - mówił Cal, próbując przestać płakać.
Działo się źle. Andrey nie było, Marcus załamany, a jego Damon cierpiał. Nie wiedział co robić. Nagle z dołu dało się słyszeć głośny krzyk.
- Co się stało?! - zapytał przerażony Damon.
- To nic... pewnie Marcus... nic wielkiego. Leż... spokojnie. Nie płacz, będzie dobrze. Przestaną boleć i będzie jak dawniej.
- Nic nie będzie jak dawniej.
Uczucia Calvina wzięły górę i mocno, ale ostrożnie przyciskając malca do siebie wybuchnął płaczem:
- Wiem Damon... wiem. Spróbuj zasnąć i nie myśleć o tym co będzie.
Kiedy malec zasnął, Calvin zszedł na dół.
- Na chuj się darłeś?
Marcus spojrzał i parsknął.
- No? Damon się źle czuje, a ty drzesz się jak idiota.
Marc walnął rękoma w stół i stał
- ZEJDŹ ZE MNIE PEDALE! TEŻ BRAKUJE MI ANDREY! ALE NIE MUSISZ TAK GADAĆ!
- Uważasz nas za pedałów?
Chłopcy spojrzeli w stronę schodów, gdzie stał mały Damon.
- Nie... oczywiście, że nie.
- Słyszałem!
Marcus zwiesił głowę. Calvin posłał mu groźne spojrzenie, po czym szybkim krokiem ruszył w stronę Damona i klękną przy nim.
- My sie tylko droczyliśmy... wszystko dobrze. On by nigdy tak nie powiedział. Kocha Cię tak samo jak ja. Teraz zmykaj do łóżka.
- Jestem głodny.
Cal przytulił go mocno i zaniósł do stołu. Przy śniadaniu panowała napięta atmosfera, lecz Marcus i Calvin robili wszystko, aby Damon nie wyczuł nic. To im jednak nie wyszło
- Oskara za te role byście nie dostali. - mówił przeżuwając jajko.
- Ale o czym ty mówisz? - zapytał ze sztucznym uśmiechem jego chłopak
- Przecież wiem, że Andrey nie ma i oboje się kłócicie, bo jej nie ma.
Calvin dotknął ręki Damona, lecz ten szybko ją zabrał.
- Czemu nic mi nie powiedzieliście tylko próbowaliście okłamać. Przecież... podobno mnie kochacie. - powiedziawszy to, wstał od stołu i poszedł na górę.
Nagle Marcus wyciągnął rękę w stronę Cala
- Zgoda? Jak nie chcesz się pogodzić to zróbmy to dla Damona i dla Andrey... - powiedział - " Gdziekolwiek teraz jest"
- Masz rację. Ale trzeba ją znaleźć.
- Nie traćmy więc czasu. Chyba wiem gdzie jest. Ale musimy się pośpieszyć.
Andrea
Świat wirował, nie wiedziała gdzie jest. Ostatnie co widziała to twarz mężczyzny i małą torebeczkę, która jej dał. Słyszała muzykę, która drażniła jej uszy. Nagle w oddali zobaczyła Marcusa stojącego nad przepaścią. Chwiejnym krokiem podeszła do niego, już chciała go przytulić kiedy nagle czyjaś ręka odciągnęła ją od chłopaka i wtem on zniknął. Ktoś mocno ją przytulił. Słyszała płacz, który narastał, narastał aż w końcu był gorszy niż muzyka, która wciąż dochodziła zewsząd, lecz znikąd, a następnie - ciemność. Rażące światło, zaczęło drażnić jej oczy, kiedy tylko je otworzyła. Ból głowy rozsadzał jej czaszkę. Rozejrzała się i nagle przypomniało jej się całe zdarzenie. Nie mogła się nacieszyć widokiem pokoju, swojego laptopa, "stojaka" na ubrania i nawet stare firany, których nienawidziła, sprawiły, że się uśmiechnęła. Zbiegła szybko do kuchni, tam zobaczyła swojego chłopaka Marcusa, przyjaciela Calvina i swojego małego kompana Damona. Łzy ze szczęścia wylały się z jej oczu.
- ANDREA! - krzyknęła cała trójka i szybko pobiegli, aby ją uściskać.
Dziewczyna śmiała się głośno.
- Nawet nie wiecie jak się ciesze!!!!!
- My też! - krzyknął Damon obejmując ją w pasie.
- Baliśmy się o Ciebie jak nic. - powiedział Cal, całując ją w policzek.
Wtem przyszła pora na Marcusa. Spojrzał na nią spode łba, podszedł i złapał mocno za ramiona. Po czym przytknął swoje czoło do jej i spojrzał głęboko w oczy.
- Nigdy więcej.... nigdy więcej tak nie rób. - mówiąc to rozpłakał się jak dziecko i mocno ją przytulił.
Andrea była zdziwiona. Myślała, że po takiej akcji już nigdy nie będzie chciał z nią być.
- Obiecuje. Zawsze będę z Tobą, jeśli Ty będziesz ze mną.
Marcus wypuścił ją z objęć i patrząc w oczy, uśmiechnął się. Dziewczyna zrobiła to samo, biorąc uśmiech za odpowiedź TAK.
- Dosyć czułość. Andrea będę okropny, ale muszę zrujnować tę chwilę. Marcus nie ma talentu, więc opatrzenie rąk Damona nie poszło dobrze. Pomożesz? - po prosił Cal.
Dziewczyna z westchnieniem podeszła do opatrunków malca. Kiedy je rozwijała z politowaniem patrzyła na Marcusa, który zawstydzony stał parę metrów od niej. Rączki Damona wyglądały okropne. Ropiejące i sączące się rany wyglądały strasznie.
- To co mały? Amputujemy? - zapytała żartobliwie miętowo-włosa dziewczyna.
- Nie. Są mi potrzebne. - odparł z uśmiechem.
- Usiądź tam - powiedziała, wskazując na kanapę, po czym udała się do kuchni.
Po paru sekundach wracała, w rękach trzymając bandaże, gazę i wodę utlenioną. Polała wszystkie kawałki białego materiału wodą i przytykała kolejno do ran. Damon zaczął płakać z bólu i próbował zabierać rękę, ale Andrea skinęła głową i już Calvin trzymał go nieruchomo. Oblany już potem malec, głośno jęczał i płakał.
- Ja wiem, że boli, ale wytrzymaj proszę. - uspokajała go Andrea, choć wiedziała, że dopiero co opatrzyła jedną rękę.- " Ile może nacierpieć się taki mały człowiek " - myślała
Kiedy już było po wszystkim, Calvin mocno przytulił Damona i otarł mu łzy z policzków. A maluch opadł na kanapę. Cal przykrył go kocem i położył się przy nim, głaszcząc plecy i zabandażowane ręce. Andre i Marc udali się na piętro.
- Co robiłaś na tej skarpie? - zapytał Marcus
- Przyznam się, że nie pamiętam. Ostatnie obrazy, które przelatują mi przed oczami, to chłopak, który podał mi jakąś małą torebeczkę z jakimiś pigułkami.
- Narkotyki? Brałaś narkotyki?!
- Przepraszam. - powiedziała Andrea ze łzami w oczach, po czym zwiesiła głowę.
- Dobra, już dobrze. Ważne, że żyjesz. - mówiąc to wziął ją na ręce i zaniósł do łóżka.
Kiedy położył ją na kołdrze, zdjął koszulkę i przykrył jej ciało swoim. Gładził ją po czole, po policzkach, co jakiś czas składając czułe pocałunki na ustach. Po chwili on leżał rozebrany, a ona zaledwie ubrana w biały t-shirt Vans. Znowu to robili - kochali się. Tym razem Andrea czuła się lepiej, niż za pierwszym razem. Namiętnie całowali się, a ich języki tańczyły razem. Spędzili piękną noc. Rano Andrea obudziła się pierwsza i zeszła na dół. Nie martwiła się o nic. Miała wszystko, czego mogła chcieć. Schodząc na dół rzuciła wzrok w kierunku sofy, na której spał Damon i Cal. Maluszek trząsł się. Andre podeszła i dotknęła ustami jego czoła, cały był rozpalony, choć trząsł się z zimna. Sięgnęła po koc i otuliła Damona. Nagle obudził się Cal. Andrea przytknęła tylko palec do ust, co miało znaczyć, że ma być cicho. Wstała i poszła do łazienki. Ospały Cal położył się i wtuliwszy się we włosy swojego chłopaka, zamknął jeszcze na chwilę oczy.

~ 7 ~

Andrea
Siedziała wtulona w Marcusa. Kochała zapach jego koszulki i dotyk jego rąk na swoich policzkach. Nagle z jej oka wypłynęła łza. Marcus wytarł ją i złożył pocałunek na czole dziewczyny.
- Nie martw się, nie długo wrócą.
- Ale... a jak go nie znalazł? A co jak? A jeśli coś się stało? - trzęsła się ze strachu
- No spokojnie. Kto jak kto, ale Calvin jeśli go znajdzie, zaopiekuje się nim najlepiej.
- Jeśli?!
Marcus westchnął i mocniej przytulił dziewczynę
- Jak tylko...
- Jak tylko?! Jak go znajdzie! Musi go znaleźć!
- Ależ spokojnie...
- Chyba nie wiesz co mówisz!!!!! Jak mogę być spokojna kiedy ich obu nie ma!! Jak ty możesz tak mówić! Ty się w ogóle o nich nie martwisz!! - stojąc nad nim, krzyczała Andrea
Marcus opanowany wstał i złapał dziewczynę za ramiona, lecz ta szybko wyszarpała się z uścisku.
- Odczep się! Jesteś taki spokojny! A co jak Damonowi coś jest? A co jak nie żyje? Bierzesz takie wyjście pod uwagę!?
Chłopak wziął głęboki oddech i wskazał palcem na przedpokój w którym stał Calvin z zakrwawionym Damonem.
- I wy się teraz musicie kłócić? Kiedy on potrzebuje całej naszej 3? Jesteście okropni.
- On się w ogóle o Damona nie martwił!
- I to powód, że się tak drzesz na niego? Przynajmniej był opanowany, wybacz mi Andre, ale przesadzasz czasami. Wiesz, że Cię kocham, ale... jednak czasem przesadzasz. - powiedział Calvin. Już nie długo miał pożałować swoich słów.
- Tak? Przeginam? Przeginam kiedy martwię się o was? Może nie powinnam? Może nie powinnam w ogóle tu być?!
Marcus i Calvin zrobili wielkie oczy.
- Masz okres? Czy co? Andrea, Damon Cie potrzebuje... przecież wiesz, że Cie kochamy. Nie mów tak!

Marcus
- Oboje spokój!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Kłótnie przyjaciół przerwał krzyk Marcusa. Widać, że kipi złością.
- Czy wy nie widzicie, że ta kłótnia może wszystko zniszczyć? Wszystko!
Andrea parsknęła śmiechem
- Wszystko, jest niczym. Zaczynam sobie zdawać sprawę, że za szybko wszystko się potoczyło. - to mówiąc weszła na górę, a po pięciu minutach zeszła z plecakiem. - Ja muszę to wszystko przemyśleć.
Patrzył jak ubiera buty, nie wierzył, że aż tak jej było z nim źle.
- Jeśli kiedyś zatęsknisz to wiesz gdzie jesteśmy.
- Może zatęsknię, może nie.
Marcus spojrzał na sufit, próbując powstrzymać łzy. Po czym powlókł się do kuchni po apteczkę. Calvin położył malca na kanapie i zaczął całować krwawe rany od zadrapań. Marcus walczył z bandażami, lecz już po chwili udało się opatrzeć Damonowi rany. Śpiącego malucha zanieśli do góry.
- Nie wierzę, że jej pozwoliłeś. - powiedział Marcus zamykając drzwi sypialni.
- To samo mogę powiedzieć o Tobie. To Twoja dziewczyna! Podobno ją kochałeś! Ocaliła Ci życie, a ty o nią nie walczysz?
- Nie każdemu powiodło się tutaj tak jak Tobie i Damonowi. Opiekuj się nim i nigdy nie opuść. My z Andreą załatwimy sprawę sami. - powiedział wlokąc się na dół.
- Nie byłbym tego taki pewien - wymamrotał Calvin pod nosem, po czym wszedł do sypialni malca.

- "Może miała rację? Może za szybko wszystko się stało? Może powinniśmy byli zaczekać? Lepiej się poznać?" - rozmyślał Marc
Był tak zmęczony, że szybko zamknął oczy i poszedł spać.

Leciał, leciał ponad wszystkim. W dole mijał drzewa, domu, swoją szkołę. Nagle zobaczył coś niepokojącego - w dole 2 chłopców znęcało się nad jakąś dziewczyną. Zleciał niżej. To była Andrea, a oprawcami byli Eric i Dylan! Dziewczyna szarpała się i krzyczała, lecz ludzie na dziedzińcu jakby zrobieni z tektury nie ruszali się i nie reagowali. On również jakby wrósł w ziemię, mógł tylko obserwować jak kolejne stróżki krwi ciekną po twarzy Andrey. Nagle cały świat woku niego rozmył się i teraz stał on i ona. Woku nicość. Dziewczyna uśmiechała się i kręciła się po całym terenie. Biegli razem do przodu - nagle przystanęła, obróciła się i poprosiła go gestem do siebie. Chłopak podszedł do niej. Ona stanęła na palcach, objęła go woku szyi i pochyliła się w tył. Nim się obejrzał lecieli w dół. Dostrzegał twarz Andrey - blada, oczy czarne z których płynęła krew. Dostrzegł też długie, krwawe linie od krańców ust. Wyglądała jakby się uśmiechała. Nagle zniknęła, a on leciał wprost na metalowy pręt wystający z ziemi. Nagle poczuł jak pręt rozrywa my jelita i przebija na wylot...

-
AAAAAAA!!!!!!!!!!!!!! - obudził się - " Dzięki bogu, że to był sen ".
Na zegarku - 5:37. Czas, aby wstać. Wygramolił się z łóżka ( którym tej nocy była kanapa ) i podążył do łazienki. Odprawiając poranną toaletę rozmyślał o swoim śnie. Czyżby sen odzwierciedlał coś prawdziwego? Modlił się, aby to był tylko jego głupi pomysł.